Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

/> Janek uśmiechnął się po raz pierwszy.
— Dzisiaj go nie będzie — rzekł. — Możesz spać spokojnie.
— Wszystko mi jedno. Nad ranem, kiedy ci już nic grozić nie będzie, trochę się zdrzemnę, ale nie prędzej.
— Dobrze już, dobrze. Przytul się do mnie, będzie nam cieplej.
— Nie mogę tego uczynić...
— Czemu? — zdumiał się Janek.
— Bo to widzisz... ta pchła... czuję, jak się wierci... Jutro zrobię z nią koniec, ale dzisiaj muszę się trzymać od ciebie z daleka. Jest to stworzenie głupie, które nie odróżnia psa od człowieka. Dobranoc!
— Strasznie ty jesteś śmieszny, Robaku! — rzekł Janek. — Spij dobrze i niech ci się przyśni zając.
II

Mijały dnie i mijały tygodnie, a oni wędrowali wciąż jeszcze; we dnie wielka parność lasu wyciskała z nich siły, nocami zaś trapił ich chłód, rosą kroplistą płaczący. Żywili się nędznie, chociaż Robak był w lepszym położeniu, udało mu się bowiem upolować czasem żabę, której nie mogły ocalić obłąkane skoki. Po pewnym czasie wyglądali tak, jak gdyby sprzedali swoje ciała, a wędrowali jako własne cienie, słaniające się ze zmęczenia i nadmiernego utrudzenia. Robak wypowiadał na ten temat myśli ponure i zgryźliwe.
— Pies, uczciwy pies — powiadał — taki z dziada pradziada, dużo znieść potrafi, ale coś mi się tak widzi, że nawet jak na psa nieco już za wiele tej naszej nędzy. Niech mi kto powie, dlaczego psy nie jedzą trawy ani kwiatów, ani żołędzi. Byłbym najszczęśliwszym psem na świecie, bo tych specjałów jest dokoła, ile dusza zapragnie. I co z tego? Głupia dzika świnia naje się żołędzi, że ledwie nie pęknie, a mądry pies ginie z głodu. Czy to tak być powinno?
— Najemy się jeszcze kiedyś, Robaczku, najemy! — pocieszał go Janek.
— Wolałbym od razu najchudszą kość niż najbardziej tłustą


Strony: