Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

jest na świecie! Ale mimo tego odpocząć można, bo moje cztery nogi są w stanie dość opłakanym; jakiś głupawy jeż musiał tędy przechodzić i pogubił kolce, które ja zbieram nogami.
— O, biedaku! Szczerze mi cię żal...
— Dziwny ty jesteś, przyjacielu Janku — rzekł Robak. — Na siebie nie zwracasz uwagi, choć masz nogi we krwi, a mnie żałujesz...
— Bo ja sobie dam radę, a ty nie.
— Ej, Janku, coś mi się zdaje, że uczciwy kundel ma w tych sprawach większe doświadczenie. Czy potrafisz, na przykład, zębami złapać pchłę na prawej łopatce?
— Ha! ha! — zdumiał się Janek. — Nie potrafię.
— Widzisz, a ja potrafię. Pokazałbym ci od razu tę sztukę, bo czuję, jak mi się jedna wierci w okolicy ogona, ale ją chcę zachować przy życiu.
— Po co?
— Jak to po co? Na wieczerzę albo lepiej jeszcze na jutrzejsze śniadanie.
— A jeśli ci ucieknie?
— Pchła? Nigdy! Żyje ze mnie, więc mnie nie opuści. Ale spojrzyj, jakie to miłe schronienie na nocleg: jest tu wygodnie i źródło gdzieś w pobliżu gada.
Było to zaciszne miejsce na polance; las dokoła stał jak mur, tu zaś było nieco jaśniej. Janek wyciągnął się na trawie, Robak przysiadł przed nim.
— Będziemy spali, piesku!
— Nie wszyscy — rzekł Robak.
— Dlaczego, wszak i ty będziesz spał?
— Kiepski pies może by to zrobił, ale ja nie jestem kiepskim psem. Uczciwy pies nie śpi, kiedy śpi jego pan.
— Ja nie jestem twoim panem! Jestem twoim przyjacielem...
— Tym lepszy powód, abym nie spał.
— Przecie nam nic nie grozi, spokojnie jest dokoła i cicho. Dzikie zwierzęta też jakby wymarły.
— Tak. ale może przyjść najgorsze i wtedy biada nam!
— Jakie najgorsze? Jak się nazywa?
— Księżyc... mój ciężki wróg... Mnie jednego się boi i odlatuje, kiedy na niego zawyję.

Strony: