Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
bezszelestny i nieuchwytny. Robak jeżył czasem sierść na grzbiecie i w oczach rozpalał zielone błyski, kiedy czuł wilki w pobliżu, ale żaden nie zaszedł im drogi. Janek nie myślał nawet o niebezpieczeństwie; urodził się w lesie i w jego wychował się cieniu; rozumiał jego mowę, znał jego duszę, rozszumianą i bogatą, rozśpiewaną na wiosnę, w lecie i w jesieni, a niemą i okropne męki cierpiącą w zimie. Kochał ten las z całej duszy, choć nie wiedział, że las mu teraz tę miłość serdeczną oddaje.
Szedł przed siebie, nie wiedząc, dokąd idzie. Wierny Robak biegł przed nim, jako straż przednia, myszkując i zaglądając w każdy wykrot. Żywili się po drodze obaj tym samym: jagodami, pies bowiem, wielki filozof, wiedział, że lepiej zjeść byle co niż nic, jadł więc, co się dało.
— Dokąd my tak zajdziemy? — rzekł wreszcie Janek.
Robak machnął lekceważąco ogonem, w prosty ten sposób wyrażając swoje zdanie, że mu to zupełnie obojętne. Wszędzie był las, wszystko więc było jedno, dokąd się zajdzie. Głęboko był przekonany, że świat cały składa się z nieba i z lasu; na niebie jest miłe słońce i nieprzyjemny, wciąż z biednego psa naśmiewający się księżyc, a w lesie są zające i inna hołota. Reszta się nie liczy.
Janek mówił:
— Patrz, Robaczku, już gwiazdy wiszą na gałęziach. Noc nadchodzi. Trzeba nam będzie odpocząć. Ty masz cztery nogi, więc ci łatwiej chodzić, ale ja mam tylko dwie.
Robak wykrzywił śmiesznie poczciwą psią gębę, przez co wyraził zdumienie, że chłopak tak zacny, jak Janek, ma tylko dwie nogi, chociaż w pełni zasługuje na to, żeby mieć cztery, co jest udziałem najszlachetniejszych stworzeń, jak pies na przykład.
— A kot? Kot ma też cztery...
— Prawda! — kiwnął ogonem Robak. — Widać z tego, że i zwyczajne tałałajstwo też na czterech ugania nogach. Wielki nieporządek
Szedł przed siebie, nie wiedząc, dokąd idzie. Wierny Robak biegł przed nim, jako straż przednia, myszkując i zaglądając w każdy wykrot. Żywili się po drodze obaj tym samym: jagodami, pies bowiem, wielki filozof, wiedział, że lepiej zjeść byle co niż nic, jadł więc, co się dało.
— Dokąd my tak zajdziemy? — rzekł wreszcie Janek.
Robak machnął lekceważąco ogonem, w prosty ten sposób wyrażając swoje zdanie, że mu to zupełnie obojętne. Wszędzie był las, wszystko więc było jedno, dokąd się zajdzie. Głęboko był przekonany, że świat cały składa się z nieba i z lasu; na niebie jest miłe słońce i nieprzyjemny, wciąż z biednego psa naśmiewający się księżyc, a w lesie są zające i inna hołota. Reszta się nie liczy.
Janek mówił:
— Patrz, Robaczku, już gwiazdy wiszą na gałęziach. Noc nadchodzi. Trzeba nam będzie odpocząć. Ty masz cztery nogi, więc ci łatwiej chodzić, ale ja mam tylko dwie.
Robak wykrzywił śmiesznie poczciwą psią gębę, przez co wyraził zdumienie, że chłopak tak zacny, jak Janek, ma tylko dwie nogi, chociaż w pełni zasługuje na to, żeby mieć cztery, co jest udziałem najszlachetniejszych stworzeń, jak pies na przykład.
— A kot? Kot ma też cztery...
— Prawda! — kiwnął ogonem Robak. — Widać z tego, że i zwyczajne tałałajstwo też na czterech ugania nogach. Wielki nieporządek
Strony: