Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

drogę, jadowici! A kto by nie usłuchał, temu będzie zamknięta droga do wody, aby zginął w mękach pragnienia! Powiedziałem! Uuufff! Ostatni głos potoczył się jak głaz z osypiska. Kiedy niedźwiedź ogłaszał wielki rozkaz lasu, wszystko na tę chwilę ucichło, nieczęsto się to bowiem zdarzało, aby dziki las, pełen straszliwych kłów i drapieżnych szponów, brał kogoś w swoją przemożną opiekę. Wszystko, co w nim było żywe, nastawiło uszy i słuchało pilnie, ażeby żadnego nie uronić słowa, okropną bowiem rozkaz ten zapowiadał karę, długo bowiem można cierpieć głód, lecz nie ma straszliwszej udręki ponad pragnienie, kiedy ponadto woda jest blisko, a nie ma do niej dostępu. Najpilniej nasłuchiwały wilki i rysie, najbardziej okrutne; patrzył wilk na wilka w milczeniu i krwawymi w bezsilnej złości toczył oczyma; rozkaz ten niespodziany w ich przede wszystkim zwrócony był stronę. Nie chcąc swojej żarłoczności wystawiać na pokuszenie, zaszyły się w gąszcze, aby tym pewniej uniknąć spotkania człowieka, którego chronił las. Zwierzęta łagodne, nie mając najmniejszego zamiaru napastowania go, myślały o tym jedynie, czym sobie na tak wielką łaskę zasłużyło to dwunożne stworzenie, niezwykle brzydkie, bo nie posiadające tak naturalnej i wspaniałej ozdoby, jaką jest ogon, krótki czy długi, skręcony czy w górę zadarty, mizerny czy też puszysty, ale zawsze ogon. Szybko więc zapomniały o groźnym uniwersale, jeden jedyny tylko zając, Wojtek Skoczybruzda, największy tchórz, jakiego kiedy święta ziemia nosiła, srogie zaczął stroić miny, tłukł łapami o ziemię i stroszył długie wąsiska, jakby chciał trwogą cały napełnić świat. Bracia zające z niezmiernym patrzyły na niego podziwem, wreszcie rzekł jeden:
— Czy przypadkiem nie zwariowałeś, miły kuzynie?
— Ha! ha! — zakrzyczał Skoczybruzda dziwnym głosem — jestem przy zdrowych zmysłach, ale jeśli


Strony: