Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
groźnej przygody, aby mógł dotrzymać przyrzeczenia i oddać życie w obronie serdecznego chłopca; byłby się rzucił do gardła największego leśnego olbrzyma i nie dałby uczynić krzywdy temu, co jego rozumiał mowę i jego serce, czyste, wierne, na śmierć oddane psie serce. Od wielkiej radości drżał cały, a oczy migotały mu jak gwiazdy. Zwyczajny to był kundel, biedaczysko bezdomne, a serce miał wielkie i do wielkiej ofiary zdolne. Rwał teraz przed siebie, wietrząc, czy się z wielkim tupotem srogich łap i z trzaskiem łamanych gałęzi nie zbliża wróg straszliwy, z którym ze skowytem radości stoczy śmiertelną walkę i dech odda ostatni. Wróg jednak nie nadchodził.
W lesie była cisza, ani Janek bowiem, ani Robak przemyślny nie wiedzieli o tym, że w chwili, kiedy ruszali w drogę bez końca przez wielką leśną puszczę, wichr ogromny wpadł między korony niebotycznych drzew i coś otrąbił, jakiś wydał rozkaz, jakieś podał hasło, bo drzewo, pochyliwszy się ku drugiemu drzewu, coś mu szeptało, a to mówiło dalej i dalej, i tak bez końca. Potem się zerwał z gałęzi jeden gołąb dziki, za nim drugi, za nim trzeci, za nim czwarty i poleciały w cztery strony świata. Jakaś wiadomość szła przez las, a zanim słońce zapadło gdzieś daleko, po drugiej stronie boru, na leśnej polanie przystanął stary, wspaniały niedźwiedź i ryknął tak, że z najbliższych drzew opadły liście:
— Narodzie leśny! Czworonogie, skrzydlate i pełzające! Wy, które zjadacie mięso, i wy, co żywicie się trawą! Słuchajcie, słuchajcie, słuchajcie! Przez las idzie sierota, co ma serce czyste. Nie zabił żadnego z braci naszych ani żadnemu nie uczynił krzywdy! Z najwyższego rozkazu ma przejść wolno i bezpiecznie. Niech przejdzie bezpiecznie i ten czworonogi, co się wyrzekł lasu i mieszka wśród ludzi. Jego to jest sprawa i mścić się na nim nie wolno! Zejdźcie im z drogi, mięsożerni, dajcie im
W lesie była cisza, ani Janek bowiem, ani Robak przemyślny nie wiedzieli o tym, że w chwili, kiedy ruszali w drogę bez końca przez wielką leśną puszczę, wichr ogromny wpadł między korony niebotycznych drzew i coś otrąbił, jakiś wydał rozkaz, jakieś podał hasło, bo drzewo, pochyliwszy się ku drugiemu drzewu, coś mu szeptało, a to mówiło dalej i dalej, i tak bez końca. Potem się zerwał z gałęzi jeden gołąb dziki, za nim drugi, za nim trzeci, za nim czwarty i poleciały w cztery strony świata. Jakaś wiadomość szła przez las, a zanim słońce zapadło gdzieś daleko, po drugiej stronie boru, na leśnej polanie przystanął stary, wspaniały niedźwiedź i ryknął tak, że z najbliższych drzew opadły liście:
— Narodzie leśny! Czworonogie, skrzydlate i pełzające! Wy, które zjadacie mięso, i wy, co żywicie się trawą! Słuchajcie, słuchajcie, słuchajcie! Przez las idzie sierota, co ma serce czyste. Nie zabił żadnego z braci naszych ani żadnemu nie uczynił krzywdy! Z najwyższego rozkazu ma przejść wolno i bezpiecznie. Niech przejdzie bezpiecznie i ten czworonogi, co się wyrzekł lasu i mieszka wśród ludzi. Jego to jest sprawa i mścić się na nim nie wolno! Zejdźcie im z drogi, mięsożerni, dajcie im
Strony: