Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
serdecznie.
Niteczka był szczęśliwy, aż patrzy, a tu burmistrz i rajcę niosą mu złote berło i koronę wspaniałą i wołają:
— Niech żyje król Niteczka!
— Niech żyje, niech żyje! I niech będzie mężem królewny, i niech panuje szczęśliwie!
Toteż panował długo wesoły ten król, a w państwie jego nigdy deszcz nie padał. Zaś przyjaciela swego mianował Wielkim Strażnikiem państwa, aby odpędzał wróble od królewskiej głowy.
Dzielny Janek i jego pies
I
Jednego dnia Janek został sam na świecie. Ojciec umarł dawno, przywalony pniem drzewa, matka zaś przed niewielu dniami zamknęła na zawsze oczy, bardzo niebieskie i jak gdyby spłowiałe od łez. Wiele, wiele bowiem razy płakała,, biedactwo, czując, że niedługo już jej życia na tej ziemi, na której zostanie jej dziecko jedyne, kochane i dobre, Janek. Razem dawali sobie jakoś radę, bo choć chłopiec nie bardzo odrósł od ziemi, pomagał jej, jak umiał, sadzić kartofle albo zbierać w lesie grzyby i jagody. Z tym tylko wielka była rozpacz, że oni sadzili kartofle, a dziki, których mnóstwo było w kniei, ryły pole i pożerały biedną ludzką strawę. Groził im odważny chłopiec straszliwą zemstą, kiedy we dnie widział stłamszone pólko, dziki jednak musiały chyba o tym nie wiedzieć albo niezbyt się obawiały potężnego jego głosu, przed którym nie uciekały nawet wróble. Pierwsze więc lata swojego życia zaprawiał płowowłosy Janek w biedzie i głodzie. Dokoła, jak okiem sięgnąć, był las wysoki i chmurny, ciemny i potężny, wciąż jak gdyby zagniewany, szumiący i szemrzący; walczył z burzami, bódł ciężkie, niskie chmury wierzchołkami drzew, ryczał czasem jak niedźwiedź straszliwy, kiedy go burza, jędza wściekła i świszcząca, biła piorunami, a we dnie spał w słońcu, srodze zmęczony. Budził się od czasu do czasu, zakołysał się ciężko, westchnął, a ujrzawszy,
Niteczka był szczęśliwy, aż patrzy, a tu burmistrz i rajcę niosą mu złote berło i koronę wspaniałą i wołają:
— Niech żyje król Niteczka!
— Niech żyje, niech żyje! I niech będzie mężem królewny, i niech panuje szczęśliwie!
Toteż panował długo wesoły ten król, a w państwie jego nigdy deszcz nie padał. Zaś przyjaciela swego mianował Wielkim Strażnikiem państwa, aby odpędzał wróble od królewskiej głowy.
Dzielny Janek i jego pies
I
Jednego dnia Janek został sam na świecie. Ojciec umarł dawno, przywalony pniem drzewa, matka zaś przed niewielu dniami zamknęła na zawsze oczy, bardzo niebieskie i jak gdyby spłowiałe od łez. Wiele, wiele bowiem razy płakała,, biedactwo, czując, że niedługo już jej życia na tej ziemi, na której zostanie jej dziecko jedyne, kochane i dobre, Janek. Razem dawali sobie jakoś radę, bo choć chłopiec nie bardzo odrósł od ziemi, pomagał jej, jak umiał, sadzić kartofle albo zbierać w lesie grzyby i jagody. Z tym tylko wielka była rozpacz, że oni sadzili kartofle, a dziki, których mnóstwo było w kniei, ryły pole i pożerały biedną ludzką strawę. Groził im odważny chłopiec straszliwą zemstą, kiedy we dnie widział stłamszone pólko, dziki jednak musiały chyba o tym nie wiedzieć albo niezbyt się obawiały potężnego jego głosu, przed którym nie uciekały nawet wróble. Pierwsze więc lata swojego życia zaprawiał płowowłosy Janek w biedzie i głodzie. Dokoła, jak okiem sięgnąć, był las wysoki i chmurny, ciemny i potężny, wciąż jak gdyby zagniewany, szumiący i szemrzący; walczył z burzami, bódł ciężkie, niskie chmury wierzchołkami drzew, ryczał czasem jak niedźwiedź straszliwy, kiedy go burza, jędza wściekła i świszcząca, biła piorunami, a we dnie spał w słońcu, srodze zmęczony. Budził się od czasu do czasu, zakołysał się ciężko, westchnął, a ujrzawszy,
Strony: