Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
Niteczka.
— Potop nam grozi i zagłada! Król nasz umarł tydzień temu i od tej chwili straszliwy deszcz pada na nasze wspaniałe miasto. Nie można nawet ogniska rozpalić w domu, bo tyle wody leci przez komin. Zginiemy, wielmożni panowie!
— To źle! — rzekł bardzo mądrze pan Niteczka.
— O, i bardzo źle! Ale najwięcej to nam żal córki nieboszczyka króla, bo się biedna w płaczu utulić nie może, wskutek czego jeszcze więcej jest wody.
— To jeszcze gorzej! — rzekł jeszcze mądrzej Niteczka.
— O, panie wielmożny! — zawołał burmistrz — ratujcie nas, ratujcie! A wiecie wy, jaką niezmierną nagrodę obiecała królewna temu, co ten deszcz zatrzyma? Obiecała, że za mąż za tego wyjdzie i królem ten zostanie.
— Oj? — woła Niteczka — naprawdę? Panie Strach, chodźmy do miasta. Trzeba spróbować.
Zawiedli ich w wielkim deszczu do córki nieboszczyka króla, ona zaś, ujrzawszy Niteczkę, zawołała:
— Ach, jaki przystojny młodzieniec!
On podskoczył trzy razy bardzo wysoko i rzekł:
— Czy prawdą jest, królewno, że wyjdziesz za mąż za tego, co deszcz zatrzyma?
— Tak przysięgłam.
— A gdybym ja to zrobił?
— Dotrzymam przysięgi.
— I królem zostanę? — pytał Niteczka.
— Zostaniesz, piękny młodzianie.
— Dobrze — zawołał krawiec — idę zatrzymać deszcz.
Mrugnął do hrabiego Stracha i poszli. Całe miasto, pełne nadziei, wyległo, chcąc zobaczyć ten wielki czyn.
A Niteczka szedł pod parasolem ze Strachem i tak sobie mówili:
— Słuchaj, Strachu, jak to zrobić, żeby ten deszcz przestał padać?
— Trzeba zrobić pogodę.
— Ale jak?
— Ha! Pomyślmy!
Myśleli trzy dni, a deszcz leje i leje, i leje! Nagle pan Niteczka uderzył się w czoło, beknął z radości, jak koza, i zawołał:
— Wiem, skąd ten deszcz
— Potop nam grozi i zagłada! Król nasz umarł tydzień temu i od tej chwili straszliwy deszcz pada na nasze wspaniałe miasto. Nie można nawet ogniska rozpalić w domu, bo tyle wody leci przez komin. Zginiemy, wielmożni panowie!
— To źle! — rzekł bardzo mądrze pan Niteczka.
— O, i bardzo źle! Ale najwięcej to nam żal córki nieboszczyka króla, bo się biedna w płaczu utulić nie może, wskutek czego jeszcze więcej jest wody.
— To jeszcze gorzej! — rzekł jeszcze mądrzej Niteczka.
— O, panie wielmożny! — zawołał burmistrz — ratujcie nas, ratujcie! A wiecie wy, jaką niezmierną nagrodę obiecała królewna temu, co ten deszcz zatrzyma? Obiecała, że za mąż za tego wyjdzie i królem ten zostanie.
— Oj? — woła Niteczka — naprawdę? Panie Strach, chodźmy do miasta. Trzeba spróbować.
Zawiedli ich w wielkim deszczu do córki nieboszczyka króla, ona zaś, ujrzawszy Niteczkę, zawołała:
— Ach, jaki przystojny młodzieniec!
On podskoczył trzy razy bardzo wysoko i rzekł:
— Czy prawdą jest, królewno, że wyjdziesz za mąż za tego, co deszcz zatrzyma?
— Tak przysięgłam.
— A gdybym ja to zrobił?
— Dotrzymam przysięgi.
— I królem zostanę? — pytał Niteczka.
— Zostaniesz, piękny młodzianie.
— Dobrze — zawołał krawiec — idę zatrzymać deszcz.
Mrugnął do hrabiego Stracha i poszli. Całe miasto, pełne nadziei, wyległo, chcąc zobaczyć ten wielki czyn.
A Niteczka szedł pod parasolem ze Strachem i tak sobie mówili:
— Słuchaj, Strachu, jak to zrobić, żeby ten deszcz przestał padać?
— Trzeba zrobić pogodę.
— Ale jak?
— Ha! Pomyślmy!
Myśleli trzy dni, a deszcz leje i leje, i leje! Nagle pan Niteczka uderzył się w czoło, beknął z radości, jak koza, i zawołał:
— Wiem, skąd ten deszcz
Strony: