Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

w miasteczku Tajdarajda, aż jeden stary człowiek, który miał sto sześć lat, myślał i powiada:
— Zachód to pewnie jest tam, gdzie słońce zachodzi.
Zaraz było widać, że to jest mądrze powiedziane, więc pan krawiec Niteczka poszedł w tę stronę. Niedaleko uszedł, aż tu zrywa się wiatr w polu, nawet bardzo niewielki, ale ponieważ pan Niteczka był niezmiernie chudy, więc go wiatr porwał. Leciał tak pan Niteczka przez powietrze i bardzo się śmiał z takiej jazdy. Ale i wiatr się zmęczył i puścił krawczyka na ziemię. Zakręciło mu się w oczach i nie wiedział co się z nim stało. Poczuł tylko, że upadł w czyjeś ramiona, bo ktoś gniewnie krzyknął:
— Co to jest za napaść?
Patrzy pan. Niteczka i widzi, że jest wśród zboża i że go wiatr rzucił w ramiona Stracha na wróble. Pan Strach był bardzo elegancki, miał trochę tylko podarte spodnie, zieloną kurtkę i połamany cylinder. Miał dwie nogi z patyków i z takich też patyków dwie ręce.
Niteczka zdjął czapeczkę, skłonił się nisko i powiada cienkim głosikiem:
— Moje uszanowanie szanownemu panu. Przepraszam, jeślim panu nastąpił na nogę. Jestem pan Niteczka, krawiec.
— Bardzo mi przyjemnie — rzekł Strach na wróble — poznać tak miłego człowieka. Ja jestem hrabia Strach, herbu Cztery Patyki, uważam tu, aby wróble nie kradły pszenicy, ale mało się nimi zajmuję. Jestem niezmiernie odważny i chciałbym walczyć tylko z lwami i tygrysami, ale one tego roku rzadko przychodzą jeść pszenicę. A dokąd to pan idzie, panie Niteczka?
Pan Niteczka znów się ukłonił i podskoczył trzy razy, bo był bardzo uprzejmy i wiedział, że wielcy panowie tak się sobie kłaniają.
— Dokąd ja idę, panie hrabio? Idę tam, gdzie zostanę królem.
— Czy być może?
— A jakże! Ja się urodziłem na króla. A może pan, panie hrabio, pójdzie ze mną, będzie nam


Strony: