Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
urodziny, zapraszali gości z siedmiu królestw i wydawali wielką ucztę. Jedli i pili wszyscy przez dwa dni, a trzeciego dnia wszyscy goście szli oglądać królewnę. Wtedy siedziała ona przez cały dzień pod szklanym kloszem, na złotym krzesełku, aby się jej nikt nie mógł dotknąć. Bardzo wtedy była dumna i patrzyła z góry na wszystkich. Ponieważ była córką jednego z najbogatszych władców na ziemi, miała aż trzy pary pantofelków: czerwone, białe i złote. Na ten dzień wdziewała złote.
Miała na sobie również złocistą sukienkę, tak misternej roboty, że ją można było schować w pudełeczku, zrobionym z orzecha. Wtedy, w tej złocistej sukience i w złotych pantofelkach, podobna była do słonecznego promienia. Zachwycali się też nią wszyscy niezmiernie i z wielkiej radości, że król Patyk ma taką cudownie piękną córkę, goście znowu potem pili i jedli przez dwa dni.
Cóż z tego wszystkiego? Cóż z tego, kiedy w całym królestwie wielkiego tego króla nie było człowieka z gorszym sercem niźli właśnie królewna Marysia. Opowiadali nawet niektórzy, że ta cudowna dziewczynka wcale nie miała serca. Zamiast niego — powiadano — miała błyszczący, zimny kamyczek, mający tylko kształt serca. Dziewczynka ta śliczna, ta złocista królewna nigdy się nad nikim nie ulitowała, nie pożałowała nigdy nikogo, nigdy nad nikim nie zapłakała. Lecz, o zgrozo! Nie kochała ona nikogo: ani człowieka, ani gwiazdy, ani ptaka, ani muszki.
Patrzyła naokoło siebie zimnymi oczyma i nigdy się nawet nie uśmiechnęła. Raz, kiedy się bardzo czegoś rozgniewała, spojrzała na rozkwitłą różę i róża w tej chwili zwiędła. Okropnie się tym martwili starzy królestwo: potężny Patyk III i dobra a chuda królowa Tasiemka, z domu Słoiczek. Nie wiedzieli, co na to poradzić, ażeby zmiękczyć złe serce prześlicznej swojej córki. Nie wiedziała, co się z nimi dzieje. Ciągle była na swoich
Miała na sobie również złocistą sukienkę, tak misternej roboty, że ją można było schować w pudełeczku, zrobionym z orzecha. Wtedy, w tej złocistej sukience i w złotych pantofelkach, podobna była do słonecznego promienia. Zachwycali się też nią wszyscy niezmiernie i z wielkiej radości, że król Patyk ma taką cudownie piękną córkę, goście znowu potem pili i jedli przez dwa dni.
Cóż z tego wszystkiego? Cóż z tego, kiedy w całym królestwie wielkiego tego króla nie było człowieka z gorszym sercem niźli właśnie królewna Marysia. Opowiadali nawet niektórzy, że ta cudowna dziewczynka wcale nie miała serca. Zamiast niego — powiadano — miała błyszczący, zimny kamyczek, mający tylko kształt serca. Dziewczynka ta śliczna, ta złocista królewna nigdy się nad nikim nie ulitowała, nie pożałowała nigdy nikogo, nigdy nad nikim nie zapłakała. Lecz, o zgrozo! Nie kochała ona nikogo: ani człowieka, ani gwiazdy, ani ptaka, ani muszki.
Patrzyła naokoło siebie zimnymi oczyma i nigdy się nawet nie uśmiechnęła. Raz, kiedy się bardzo czegoś rozgniewała, spojrzała na rozkwitłą różę i róża w tej chwili zwiędła. Okropnie się tym martwili starzy królestwo: potężny Patyk III i dobra a chuda królowa Tasiemka, z domu Słoiczek. Nie wiedzieli, co na to poradzić, ażeby zmiękczyć złe serce prześlicznej swojej córki. Nie wiedziała, co się z nimi dzieje. Ciągle była na swoich
Strony: