Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

lewo, gdyż tam jest pałac.
— Kwa! kwa! — zdumiał się kaczor — to po co się mamy .obracać tysiąc razy na prawo?
— Bo taka jest etykieta — rzekł minister — aby trudniej było trafić. Ale śpieszcie się z obracaniem, gdyż król Powidło może umrzeć
Poszli więc czym prędzej, obrócili się tysiąc razy i trafili od razu do pałacu.
Król Powidło stękał bardzo i jęczał, a królewna Marysia płakała tak strasznie, że się koło pałacu uczyniła sadzawka, i od tak dawnego czasu, że się w tej sadzawce zjawiły złote żaby.
Kopytko skłonił się królowi i zapytał:
— Czy dawno jesteś chory, panie królu?
— Od stu siedmiu lat! — stęknął król. — Wtedy jadłem ostatni obiad. Wtedy także zgubiłem moją koronę.
— Kwa! — krzyknął kaczor.
— Co on mówi? — przeraziła się królewna — czy on kąsa?
— Nie, królewno — odpowiedział szewczyk — on się cieszy, że król będzie zdrów.
Kopytko szepnął coś kaczorowi, potem obaj poczęli przed królem wyprawiać takie figle, a kaczor począł wywracać takie koziołki, że król musiał się roześmiać, a królewna czym prędzej wykręciła z chustki wilgoć łez i powiesiła chustkę na słońcu, aby wyschła.
O jej! Co się działo! Kaczor wyśpiewywał takie krakowiaki, że się wszyscy brali za boki ze śmiechu.
Aż tu nagle nieszczęście! Szewczyk począł robić ogromnie śmieszne grymasy, a król Powidło tak się począł śmiać, że aż pękł ze śmiechu. Przestraszyli się wszyscy, patrzą, aż tu królowi z brzucha wypadła jego złota korona. Kiedy przed stu siedmiu laty jadł obiad, spadla mu z głowy do talerza, a on, że był łakomy, zjadł koronę z rosołem i dlatego był chory.
Kopytko nie stracił głowy, chwycił szydło, smołę i dratwę i nuż zszywać brzuch królowi. Zeszył zgrabnie, a król się jeszcze śmieje. Śmiał się tak


Strony: