Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
się tylko dowiedzieli, że ktoś w jakimś mieście lub jakiejś wsi jest zmartwiony, szli tam czym prędzej i rozweselali ludzi. Niezadługo sławni się stali w całym kraju i wszędzie ich błogosławiono. Kaczor Kwak przestał pić i całe dnie przemyśliwał nad tym, co by wesołego wymyślić, aby rozradować smutnych ludzi.
I obaj byli szczęśliwi. Ale to jeszcze nic. Siedzą oni sobie w lesie i wyśpiewują, aż tu nagle ktoś jedzie na koniu. Był to goniec króla Powidło, który był tak bogaty, że mógł jeść obiad dwanaście razy dziennie i w nocy budził się trzydzieści sześć razy, aby pójść spać na inne łóżko, kiedy mu się jedno znudziło; powiadają nawet, że sobie mógł na to pozwolić, że pił piwo zamiast wody, a butów nigdy nie dawał naprawiać, gdyż miał aż trzy pary.
Goniec króla Powidło, ujrzawszy szewczyka i kaczora, spadł z konia z szacunku, a kiedy się podniósł, zbliżył się do nich i bardzo nisko ukłonił.
— On się mnie tak kłania! — szepnął kaczor.
— Głupiś pan, panie Kwak! — rzekł szewczyk.
A goniec rzekł:
Jestem ministrem króla Powidło, najmądrzejszym na jego dworze. Powiedzcie mi, który z panów jest szewc Kopytko, a który kaczor Kwak?
Kaczor aż się złapał za boki ze śmiechu, pomyślawszy sobie, że najmądrzejszy minister nie umie odróżnić szewca od kaczora.
— Jestem Kopytko — rzekł szewc.
— A ja jestem pan Kwak — rzekł kaczor, który zawsze o sobie mówił „pan”.
— W takim razie mam wam powiedzieć, abyście natychmiast przybyli do pałacu króla Powidło, który jest bardzo chory i smutny.
— Oho! — zawołał kaczor.
— Idziemy! — rzekł Kopytko. — Powiedz nam, którędy się idzie?
Na to goniec odpowiedział:
— Pójdziecie do wielkiego dębu, a tam się obrócicie tysiąc razy w prawą stronę, a potem pójdziecie dziesięć kroków od dębu na
I obaj byli szczęśliwi. Ale to jeszcze nic. Siedzą oni sobie w lesie i wyśpiewują, aż tu nagle ktoś jedzie na koniu. Był to goniec króla Powidło, który był tak bogaty, że mógł jeść obiad dwanaście razy dziennie i w nocy budził się trzydzieści sześć razy, aby pójść spać na inne łóżko, kiedy mu się jedno znudziło; powiadają nawet, że sobie mógł na to pozwolić, że pił piwo zamiast wody, a butów nigdy nie dawał naprawiać, gdyż miał aż trzy pary.
Goniec króla Powidło, ujrzawszy szewczyka i kaczora, spadł z konia z szacunku, a kiedy się podniósł, zbliżył się do nich i bardzo nisko ukłonił.
— On się mnie tak kłania! — szepnął kaczor.
— Głupiś pan, panie Kwak! — rzekł szewczyk.
A goniec rzekł:
Jestem ministrem króla Powidło, najmądrzejszym na jego dworze. Powiedzcie mi, który z panów jest szewc Kopytko, a który kaczor Kwak?
Kaczor aż się złapał za boki ze śmiechu, pomyślawszy sobie, że najmądrzejszy minister nie umie odróżnić szewca od kaczora.
— Jestem Kopytko — rzekł szewc.
— A ja jestem pan Kwak — rzekł kaczor, który zawsze o sobie mówił „pan”.
— W takim razie mam wam powiedzieć, abyście natychmiast przybyli do pałacu króla Powidło, który jest bardzo chory i smutny.
— Oho! — zawołał kaczor.
— Idziemy! — rzekł Kopytko. — Powiedz nam, którędy się idzie?
Na to goniec odpowiedział:
— Pójdziecie do wielkiego dębu, a tam się obrócicie tysiąc razy w prawą stronę, a potem pójdziecie dziesięć kroków od dębu na
Strony: