Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

pantofel zleciał z nogi i zawiesił się na szczycie najwyższej sosny.
Dzieci patrzą przez łzy i patrzą, a potem jak nie pisną z uciechy, jak się nie zaczną śmiać, o jej!
Szewczyk z kaczorem zabawiali ich tak do wieczora, a wieczór przyszli rodzice i ujrzawszy, co się stało, ucałowali serdecznie szewczyka i uściskali kaczora, który był z tego niezmiernie dumny.
Idą dalej, idą, nic do siebie nie mówią, tylko czują, że im jest bardzo dobrze; patrzą, aż tu żebrak siedzi pod krzyżem i stęka.
— Co ci jest? — pyta szewczyk.
— Głodny jestem — mówi żebrak — i nieszczęśliwy. Dajcie, co łaska.
Zadumał się szewczyk i począł szukać najpierw po kieszeniach, potem w uchu, najpierw w prawym, potem w lewym, i nic nie znalazł, prócz smoły. Więc myśli długo, potem powiada:
— Czy bardzo jesteś smutny?
— O, bardzo! — jęknął żebrak.
— Nic ci dać nie możemy, ale chcemy cię pocieszyć. Panie Kwak! — krzyknął do kaczora — niech pan zatańczy krakowiaka!
Kaczor się jedną łapą pod bok ujął i zatoczył koło w tak uciesznych podskokach, że umarły by się roześmiał.
— O jej! — krzyknął żebrak, śmiejąc się.
Ale to nic jeszcze, bo nagle kaczor przystanął i zaśpiewał fałszywym głosem:

Wielkie ma zmartwienie
Pani Kaczorowa,
Bo pan Kwak się upił
I boli go głowa! Oj—da—na!

— O jej! — śmiał się żebrak tak głośno, że aż wszystkie wrony zerwały się z pobliskiego drzewa.
Potem powiedział:
— Niech wam Bóg zapłaci! już nie jestem głodny.
Poszli sobie, a kaczor rzekł po drodze do szewczyka:
— To dziwne, ale mi się zdaje, że żebrak najadł się śmiechem. Czy śmiech można jeść?
— Musi być nawet bardzo zdrowy! — rzekł Kopytko.
Szli tak we dwójkę przez całe tygodnie i miesiące; a gdy


Strony: