Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
Czy zawsze robiłeś psoty?
— Zawsze — rzekł szewczyk — bo ja jestem szewc i muszę być wesoły; tylko stolarze są smutni, bo robią trumny.
— Więc jeśli już jesteś taki wesoły — rzekł staruszek, wciąż gładząc mu rozwichrzoną głowę — to cię nauczę jeszcze jednej rzeczy. Słuchaj, moje dziecko: bardzo to jest dobrze, jeśli się znajdzie na świecie wesoły człowiek, bo może zrobić dużo dobrego.
— To dziwne! — rzekł szewczyk — bo dotąd zawsze mnie bili, kiedy dokazywałem.
— Boś to źle robił, szewczyku — rzekł staruszek. — Byłeś wesoły cudzym kosztem i dlatego, gdy ty byłeś wesoły, to wszyscy byli smutni. Bądź odtąd wesoły, ale tak miło, żeby nikt od ciebie nie uciekał, lecz żeby wszyscy przychodzili do ciebie z radością. Czyń tak, abyś wesołością pocieszał smutnych.
— A czy ja to potrafię? — spytał szewczyk.
— Potrafisz! potrafisz! Rób, jak umiesz, a zobaczysz, jak ci będzie dobrze. Niech cię Pan Bóg. prowadzi!
I zniknął.
— Kwak! kwak! — krzyknął głośno Kaczor. — Ten staruszek mi się podoba. Zupełnie się nie gniewał! To ciekawe.
I poszli dalej.
Szewczyk gwizdał sobie wesoło i tańczył. Kaczor Kwak był także w doskonałym humorze i wyśpiewywał tak śmieszne piosenki, że wiewiórka, która go słyszała, złapała się za brzuszek ze śmiechu. Szewczykowi było tak lekko na duszy, jak jeszcze nigdy.
Idą tak, idą, aż tu widzą w lesie dwoje dzieci, które się zabłąkały. Siadły pod drzewem i tak płaczą, że się serce kraje.
— Zróbmy im figla! — zawołał kaczor.
Wtedy szewczyk rzekł:
— Jesteś taki głupi jak kura. Zrób natychmiast to, co ci każę! Zbliż się do dzieci i zatańcz na jednej nodze, ja tymczasem stanę na głowie i będę fikał nogami.
Jak nie zacznie kaczor tańczyć, o jej! A szewczyk jak nie fiknie nogami, tak że mu
— Zawsze — rzekł szewczyk — bo ja jestem szewc i muszę być wesoły; tylko stolarze są smutni, bo robią trumny.
— Więc jeśli już jesteś taki wesoły — rzekł staruszek, wciąż gładząc mu rozwichrzoną głowę — to cię nauczę jeszcze jednej rzeczy. Słuchaj, moje dziecko: bardzo to jest dobrze, jeśli się znajdzie na świecie wesoły człowiek, bo może zrobić dużo dobrego.
— To dziwne! — rzekł szewczyk — bo dotąd zawsze mnie bili, kiedy dokazywałem.
— Boś to źle robił, szewczyku — rzekł staruszek. — Byłeś wesoły cudzym kosztem i dlatego, gdy ty byłeś wesoły, to wszyscy byli smutni. Bądź odtąd wesoły, ale tak miło, żeby nikt od ciebie nie uciekał, lecz żeby wszyscy przychodzili do ciebie z radością. Czyń tak, abyś wesołością pocieszał smutnych.
— A czy ja to potrafię? — spytał szewczyk.
— Potrafisz! potrafisz! Rób, jak umiesz, a zobaczysz, jak ci będzie dobrze. Niech cię Pan Bóg. prowadzi!
I zniknął.
— Kwak! kwak! — krzyknął głośno Kaczor. — Ten staruszek mi się podoba. Zupełnie się nie gniewał! To ciekawe.
I poszli dalej.
Szewczyk gwizdał sobie wesoło i tańczył. Kaczor Kwak był także w doskonałym humorze i wyśpiewywał tak śmieszne piosenki, że wiewiórka, która go słyszała, złapała się za brzuszek ze śmiechu. Szewczykowi było tak lekko na duszy, jak jeszcze nigdy.
Idą tak, idą, aż tu widzą w lesie dwoje dzieci, które się zabłąkały. Siadły pod drzewem i tak płaczą, że się serce kraje.
— Zróbmy im figla! — zawołał kaczor.
Wtedy szewczyk rzekł:
— Jesteś taki głupi jak kura. Zrób natychmiast to, co ci każę! Zbliż się do dzieci i zatańcz na jednej nodze, ja tymczasem stanę na głowie i będę fikał nogami.
Jak nie zacznie kaczor tańczyć, o jej! A szewczyk jak nie fiknie nogami, tak że mu
Strony: