Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
się przez sen uśmiecha. Spostrzegli go zaraz i od razu już myślą, jakiego by mu spłatać figla.
— Kwaknę mu nad uchem! — rzekł cicho kaczor.
— Nie można, bo się zaraz dowie, jak się nazywasz — rzekł szewczyk.
— Więc co zrobimy?
— Najlepiej będzie — mówił szewczyk jeśli mu zrobię tak, — żeby się złościł.
Podszedł po cichutku do staruszka i ściągnął mu buty z nóg, potem te buty uwiązał do długiego sznurka, sznurek przerzucił przez wysoko rosnącą gałąź, a wreszcie ukrył się z kaczorem za pniem drzewa. Czekają tak cicho, aż tu staruszek się budzi; musiał być bardzo biedny, bo się ogromnie zasmucił, ujrzawszy, że mu ktoś ukradł buty.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle ujrzał buty, wiszące w powietrzu; twarz mu się rozjaśniła i podniósł rękę, aby wziąć buty. W tej chwili one, jak zaczarowane, uciekły szybko w górę.
Staruszek zdziwił się jeszcze bardziej i znowu je chciał schwytać, bo się nagle zniżyły, w tej chwili jednakże z powrotem podleciały w górę. Zmęczył się staruszek, wreszcie usiadł na ziemi i począł gorzko płakać, gdyż nie wiedział, że to Kopytko na sznurku przez psotę podciągał buty w górę.
Łzy biegły po twarzy staruszka. Szewc Kopytko rzekł wtedy cicho do kaczora:
— Panie Kwak! co się jemu stało z oczyma?
— Nie wiem — odpowiedział kaczor — ale to widzę, że są zupełnie mokre.
— To dziwne! — szepnął szewczyk — pierwszy raz to widzę. Trzeba się temu przypatrzeć z bliska.
Taka go zdjęła ciekawość, że zapomniał o butach, wyszedł spoza drzewa i zbliżył się do staruszka.
Ten, ujrzawszy go, wykrzyknął:
— Nieszczęście, nieszczęście!
— Co ci się stało. staruszku? — zapytał szewc.
Staruszek odrzekł:
— Buty moje uciekły, a drugich nigdy już mieć nie będę.
Wtedy rzekł
— Kwaknę mu nad uchem! — rzekł cicho kaczor.
— Nie można, bo się zaraz dowie, jak się nazywasz — rzekł szewczyk.
— Więc co zrobimy?
— Najlepiej będzie — mówił szewczyk jeśli mu zrobię tak, — żeby się złościł.
Podszedł po cichutku do staruszka i ściągnął mu buty z nóg, potem te buty uwiązał do długiego sznurka, sznurek przerzucił przez wysoko rosnącą gałąź, a wreszcie ukrył się z kaczorem za pniem drzewa. Czekają tak cicho, aż tu staruszek się budzi; musiał być bardzo biedny, bo się ogromnie zasmucił, ujrzawszy, że mu ktoś ukradł buty.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle ujrzał buty, wiszące w powietrzu; twarz mu się rozjaśniła i podniósł rękę, aby wziąć buty. W tej chwili one, jak zaczarowane, uciekły szybko w górę.
Staruszek zdziwił się jeszcze bardziej i znowu je chciał schwytać, bo się nagle zniżyły, w tej chwili jednakże z powrotem podleciały w górę. Zmęczył się staruszek, wreszcie usiadł na ziemi i począł gorzko płakać, gdyż nie wiedział, że to Kopytko na sznurku przez psotę podciągał buty w górę.
Łzy biegły po twarzy staruszka. Szewc Kopytko rzekł wtedy cicho do kaczora:
— Panie Kwak! co się jemu stało z oczyma?
— Nie wiem — odpowiedział kaczor — ale to widzę, że są zupełnie mokre.
— To dziwne! — szepnął szewczyk — pierwszy raz to widzę. Trzeba się temu przypatrzeć z bliska.
Taka go zdjęła ciekawość, że zapomniał o butach, wyszedł spoza drzewa i zbliżył się do staruszka.
Ten, ujrzawszy go, wykrzyknął:
— Nieszczęście, nieszczęście!
— Co ci się stało. staruszku? — zapytał szewc.
Staruszek odrzekł:
— Buty moje uciekły, a drugich nigdy już mieć nie będę.
Wtedy rzekł
Strony: