Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

Wdział ten pan prędko nowe buty i chce iść, bo jest bardzo głodny, ale co chce zrobić krok naprzód, cofa się o krok w tył. On idzie naprzód, a buty w tył. Nie mógł się tak ruszyć z miejsca dwa tygodnie i umarł z głodu.
Szewczyk Kopytko śmiał się z tego tak bardzo, że mu się uszy trzęsły.
Nie był to ostatni figiel szewca Kopytko.
Innym razem, kiedy w kasynie było amatorskie przedstawienie dla grzecznych dzieci, przyszedł Kopytko, stanął sobie naprzeciw sceny i zaczął gryźć strasznie kwaśne jabłka i tak się zaczął wykrzywiać, jakby go wszystkie zęby bolały; kiedy to zobaczyli ci, co mówili na scenie wierszyki, zaczęli się tak samo wykrzywiać, bo tak jest zawsze: jeżeli widzisz, że ktoś je cytrynę albo kwaśne jabłko, zaraz ci się zdaje, że to ty jesz, i robi ci się w ustach strasznie cierpko.
Był to bardzo brzydki figiel, który się wszystkim bardzo nie podobał; ani ten, ani inny.
Kopytko był to zły chłopiec, choć szewc; za karę też dostawał na obiad zamiast leguminy kawałek smoły, a zamiast lodów musiał jeść czernidło do butów, bo więcej nie był wart. Za mała jednak to była kara za to, co zrobił jednemu dobremu panu; ten pan przyszedł, aby mu wzięto miarę na buciki, a ponieważ ten pan miał bardzo dużą nogę, więc majster Szymon Dratwa i dwunastu jego pomocników zajęci byli braniem miary z nogi, którą właśnie mierzyli takim długim drutem, jakim się mierzy ulice. Kopytko, widząc, że nikt na niego nie patrzy, wsadził temu dobremu panu do kieszeni raka.
Wkłada ten pan rękę do kieszeni i jak nie krzyknie — strach! Rak tymczasem zjadł w kieszeni chustkę do nosa, rękawiczki i gazetę, którą dobry pan miał w kieszeni, teraz złapał go za palec i świsnął tak przeraźliwie, że majster Szymon Dratwa począł uciekać i biegł przez dwa lata. Kiedy ochłonął i obejrzał się, pokazało się, że zabiegł w przestrachu aż do


Strony: