Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
sprawiedliwie, a kiedy się dowiedział, że jego poddanym źle się dzieje, tak się zmartwił, że płakał przez siedem dni i siedem nocy. Wtedy rycerze i hrabiowie przytoczyli wielką beczkę i łapali w nią gorzkie i słone łzy wielkiego króla. Z łez tych potem kucharz zrobił wyborny ocet, który został nazwany octem króla Patyka.
Królowa miała również bardzo dobre serce i wciąż robiła na drutach pończochy, całe życie. Ale wielkie ją ścigało nieszczęście. Ponieważ lepiej władała lewą ręką niż prawą, więc wszystkie pończochy robiła tylko na lewą nogę. I z tego powodu była niepocieszona i posiwiała ze zmartwienia, i tak schudła, że się król Patyk raz jeden srodze pomylił. Chciał bowiem spróbować siły i uderzyć kopią w ścianę zamku. Ujrzał, że coś długiego stoi koło ściany, więc porwał królową, myśląc, że to kopia, i uderzył nią w mur. Z trudem wyjmowali potem rycerze królową, która głową przebiła ścianę i bardzo krzyczała już w środku pałacu.
Dobrzy to byli ludzie, oboje sprawiedliwi i miłosierni. Oboje też kochali niezmiernie córkę swoją, królewnę Marysieńkę. Miała ona dziesięć lat i taka była śliczna, że pszczoły siadały na jej złotej główce, myśląc, że to cudowny kwiat, kwiaty zaś nazywały ją siostrą, a zdumione słońce zawsze zatrzymywało się w drodze, kiedy ją spotkało. Gdzie się tylko ruszyła, tam za nią leciał rój motyli. Kiedy szła przez las, ptaki śpiewały tak cudownie, jak o wschodzie słońca. Wieczorem zaś, kiedy królewna Marysieńka stanęła nad brzegiem wody, wtedy do jej stóp przybiegała fala i całowała jej nogi, wszystkie zaś ryby, w wodzie mieszkające, podpływały ku niej i wyrzucały się w górę, ponad wodę, żeby ją tylko ujrzeć.
Król—ojciec i królowa—matka byli bardzo dumni, że mają taką cudownie piękną córkę. Chełpili się też nią, gdzie mogli. Raz na rok zaś, na jej
Królowa miała również bardzo dobre serce i wciąż robiła na drutach pończochy, całe życie. Ale wielkie ją ścigało nieszczęście. Ponieważ lepiej władała lewą ręką niż prawą, więc wszystkie pończochy robiła tylko na lewą nogę. I z tego powodu była niepocieszona i posiwiała ze zmartwienia, i tak schudła, że się król Patyk raz jeden srodze pomylił. Chciał bowiem spróbować siły i uderzyć kopią w ścianę zamku. Ujrzał, że coś długiego stoi koło ściany, więc porwał królową, myśląc, że to kopia, i uderzył nią w mur. Z trudem wyjmowali potem rycerze królową, która głową przebiła ścianę i bardzo krzyczała już w środku pałacu.
Dobrzy to byli ludzie, oboje sprawiedliwi i miłosierni. Oboje też kochali niezmiernie córkę swoją, królewnę Marysieńkę. Miała ona dziesięć lat i taka była śliczna, że pszczoły siadały na jej złotej główce, myśląc, że to cudowny kwiat, kwiaty zaś nazywały ją siostrą, a zdumione słońce zawsze zatrzymywało się w drodze, kiedy ją spotkało. Gdzie się tylko ruszyła, tam za nią leciał rój motyli. Kiedy szła przez las, ptaki śpiewały tak cudownie, jak o wschodzie słońca. Wieczorem zaś, kiedy królewna Marysieńka stanęła nad brzegiem wody, wtedy do jej stóp przybiegała fala i całowała jej nogi, wszystkie zaś ryby, w wodzie mieszkające, podpływały ku niej i wyrzucały się w górę, ponad wodę, żeby ją tylko ujrzeć.
Król—ojciec i królowa—matka byli bardzo dumni, że mają taką cudownie piękną córkę. Chełpili się też nią, gdzie mogli. Raz na rok zaś, na jej
Strony: