Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
całowała jego lśniące piórka.
Wtedy on rzekł po raz drugi:
— Bądź szczęśliwa, królewno!
A ona już była szczęśliwą. Podziękowała niebu spojrzeniem, a rączką uspokajała serce bijące. Patrzy potem zdumiona przed siebie, a oto łabędź podpływa do zamku jej ojca. Na brzeg wybiegł dostojny jej ojciec i król, i matka królowa, i dworzanie, i słudzy, i paziowie. Zleciały się ptaki z całego kraju, zbiegły się wszystkie stworzenia.
A wtedy łabędź szepnął po raz trzeci:
— Kocham cię, królewno Marysiu!
Wysadził ją na brzeg, gdzie ją chwycili w objęcia rodzice. Wszyscy płakali ze szczęścia i wydziwić się nie mogli wszystkiemu. Opowiada Marysia szybko swoje dzieje, więc król i królowa chcą dziękować czarnemu łabędziowi. Spojrzeli wszyscy i oniemieli z podziwu. Oto łabędź wychodzi na brzeg i stał się cud. Zniknął ptak, a przed nimi stanął młodzieniec śliczny, lat dwanaście mający, taki piękny, jak sen. Krzyknęła Marysia najgłośniej i przytuliła się do matki, szczęśliwa.
A młodzian rzekł:
— Jestem książę cudzoziemski, z mazowieckiej pochodzę ziemi. Jam jest książę na wielu włościach. Lecz najwspanialszym bogactwem jest moje serce! Panie królu i pani królowo! Kocham królewnę, córkę waszą, z całej duszy, bo wiem, że nie ma teraz lepszej na świecie panienki.
I opowiedział jeszcze raz, co uczynił, i jak Marysia przez trzysta lat topiła łzami i sercem straszliwą górę lodową. Ona myślała, że to trzy dni trwało, albowiem w rosnącym szczęściu zapomniała o czasie. Spłakali się wszyscy bardzo, szczególnie zaś na weselu, które trwało siedem lat, tyle było do jedzenia i do picia. I nie było od tego czasu bardziej kochanych ludzi niż to młode królestwo. Mieszkali oni nad Jeziorem Łabędzim, nazwanym tak na pamiątkę tego cudownego zdarzenia.
Byłem ja na tym cudownym weselu i jadłem
Wtedy on rzekł po raz drugi:
— Bądź szczęśliwa, królewno!
A ona już była szczęśliwą. Podziękowała niebu spojrzeniem, a rączką uspokajała serce bijące. Patrzy potem zdumiona przed siebie, a oto łabędź podpływa do zamku jej ojca. Na brzeg wybiegł dostojny jej ojciec i król, i matka królowa, i dworzanie, i słudzy, i paziowie. Zleciały się ptaki z całego kraju, zbiegły się wszystkie stworzenia.
A wtedy łabędź szepnął po raz trzeci:
— Kocham cię, królewno Marysiu!
Wysadził ją na brzeg, gdzie ją chwycili w objęcia rodzice. Wszyscy płakali ze szczęścia i wydziwić się nie mogli wszystkiemu. Opowiada Marysia szybko swoje dzieje, więc król i królowa chcą dziękować czarnemu łabędziowi. Spojrzeli wszyscy i oniemieli z podziwu. Oto łabędź wychodzi na brzeg i stał się cud. Zniknął ptak, a przed nimi stanął młodzieniec śliczny, lat dwanaście mający, taki piękny, jak sen. Krzyknęła Marysia najgłośniej i przytuliła się do matki, szczęśliwa.
A młodzian rzekł:
— Jestem książę cudzoziemski, z mazowieckiej pochodzę ziemi. Jam jest książę na wielu włościach. Lecz najwspanialszym bogactwem jest moje serce! Panie królu i pani królowo! Kocham królewnę, córkę waszą, z całej duszy, bo wiem, że nie ma teraz lepszej na świecie panienki.
I opowiedział jeszcze raz, co uczynił, i jak Marysia przez trzysta lat topiła łzami i sercem straszliwą górę lodową. Ona myślała, że to trzy dni trwało, albowiem w rosnącym szczęściu zapomniała o czasie. Spłakali się wszyscy bardzo, szczególnie zaś na weselu, które trwało siedem lat, tyle było do jedzenia i do picia. I nie było od tego czasu bardziej kochanych ludzi niż to młode królestwo. Mieszkali oni nad Jeziorem Łabędzim, nazwanym tak na pamiątkę tego cudownego zdarzenia.
Byłem ja na tym cudownym weselu i jadłem
Strony: