Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

bardzo, bardzo!
Zaczęło słońce topić górę, a Marysia, widząc to, śmiała się serdecznie, i ona słońcu, a ono jej pomagało. Minął tak jeden dzień i drugi, a serce w Marysi rosło i szczęście jej było coraz większe. Płakała ze szczęścia. Nie wiedziała, czego płacze, lecz łzy jej same cisnęły się do oczu. I znów zasnęła wśród cichego płaczu. A kiedy zbudziła się rano, ujrzała z trwogą, że po niezmiernym jeziorze płynie na niewielkiej tafli lodu. Tyle go tylko pozostało z ogromnej góry. Pomyślała sobie, że za chwilę musi utonąć, bo lód szybko stopnieje. Już nie mogła nakazać sercu, aby było złe. Było już ono pełne słodyczy. Więc uklękła na krze lodowej, spojrzała w niebo i szeptała:
— O, Boże! jak mi żal umierać, jak bardzo żal! Teraz, kiedy serce mam dobre i kiedy kocham cię, Boże, z całego serca i z całej duszy. Przebacz mi, Boże, żem kiedyś tyle czyniła złego! O przebacz, przebacz biednej dziewczynce!
Potem spojrzała na niezmierne wody i rzekła:
— Żegnajcie, matko i ojcze, panie królu miłościwy! Żegnaj i ty, czarny łabędziu, którego z całej duszy pokochałam, boś mi dał serce i nauczyłeś mnie kochać. O, jak mi smutno bez was, jak smutno. Łabędziu, łabędziu!
W tej chwili ostatni kawał lodu zapadł w wodę, a śliczna królewna Marysia poczęła tonąć. Przymknęła oczy i nie śmie ich otworzyć, czuje tylko, że serce jej bije mocno jak nigdy. I czuje, że płynie. Otwiera oczy i krzyk wielkiego szczęścia wydobył się z jej ust: oto siedzi na grzbiecie czarnego łabędzia, który szybuje jak śliczna łódź po fali.
Królewna nic mówić nie może, tylko szepce:
— Łabędziu, drogi łabędziu!
A on czasem tylko odwróci śliczną głowę i patrzy jej w oczy.
I wtedy powiedział po raz pierwszy:
— Witaj, królewno Marysiu!
Ona klasnęła w rączki i objęła go za szyję, i


Strony: