Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
postanowił nawrócić i serce w niej zbudzić. I zupełnie nie czuła żalu do niego za to, że ją tu wyniósł. Potem szepnęła cichutko:
— Dziękuję ci, czarny łabędziu, za moje serce.
I przymknęła oczy. Nie wiedziała, jak się to stało, lecz zaczęła tęsknić za łabędziem i myślała sobie:
„O, drogi ptaku! Przyleć i zobacz, że królewna Marysia jest już dobra i miła. Że już ma serce i że już nauczyła się śmiać i płakać”.
Nagle krzyknęła, bo jej się zdało, że słyszy szum łabędzich skrzydeł. Otwiera oczy i widzi, że to chmura czarna przybrała kształt łabędzia i płynie niedaleko. Szum zaś wielki pochodził od wód, które spływały z góry. Jakże ona szybko topnieje, aż dziw! aż dziw!
Z wielkiej radości poczęła śpiewać królewna. Sama się dziwiła z początku, że to umie i że śpiewa coraz piękniej. Rozśpiewała się wreszcie z całego serca, a co zaśpiewa jedną zwrotkę piosenki, to usłyszy, jak się bryły lodowe odrywają od góry i lecą w przepaść.
— Boże, Boże! jakam ja szczęśliwa! — szepnęła. Pomodliła się potem gorąco i zasnęła. Cudne jej się śniły rzeczy. Widziała też we śnie czarnego łabędzia, jak patrzył na nią i z wielkiej radości trzepotał skrzydłami.
Zupełnie już nie czuła mrozu. Czuła tylko, że serce w niej jakby wciąż rośnie i coraz głośniej bije i puka, i stuka. Zbudziła się rano i krzyknęła z podziwu. Jest już tak nisko nad ziemią, że widzi z daleka zielone drzewa i domy. Pod nią jeszcze wielki ogrom lodu, który został z olbrzymiej góry. Pływa on po jeziorze, które powstało ze stopionego lodu. A ponad tym złote słońce świeci cudownie. Więc uklękła Marysia, rączki wyciąga do słońca i woła:
— Słońce drogie, słońce najukochańsze, pomóż mi stopić górę! A jeśliś, słoneczko złote, widziało gdzie czarnego łabędzia, powiedz mu, że za nim tęsknię
— Dziękuję ci, czarny łabędziu, za moje serce.
I przymknęła oczy. Nie wiedziała, jak się to stało, lecz zaczęła tęsknić za łabędziem i myślała sobie:
„O, drogi ptaku! Przyleć i zobacz, że królewna Marysia jest już dobra i miła. Że już ma serce i że już nauczyła się śmiać i płakać”.
Nagle krzyknęła, bo jej się zdało, że słyszy szum łabędzich skrzydeł. Otwiera oczy i widzi, że to chmura czarna przybrała kształt łabędzia i płynie niedaleko. Szum zaś wielki pochodził od wód, które spływały z góry. Jakże ona szybko topnieje, aż dziw! aż dziw!
Z wielkiej radości poczęła śpiewać królewna. Sama się dziwiła z początku, że to umie i że śpiewa coraz piękniej. Rozśpiewała się wreszcie z całego serca, a co zaśpiewa jedną zwrotkę piosenki, to usłyszy, jak się bryły lodowe odrywają od góry i lecą w przepaść.
— Boże, Boże! jakam ja szczęśliwa! — szepnęła. Pomodliła się potem gorąco i zasnęła. Cudne jej się śniły rzeczy. Widziała też we śnie czarnego łabędzia, jak patrzył na nią i z wielkiej radości trzepotał skrzydłami.
Zupełnie już nie czuła mrozu. Czuła tylko, że serce w niej jakby wciąż rośnie i coraz głośniej bije i puka, i stuka. Zbudziła się rano i krzyknęła z podziwu. Jest już tak nisko nad ziemią, że widzi z daleka zielone drzewa i domy. Pod nią jeszcze wielki ogrom lodu, który został z olbrzymiej góry. Pływa on po jeziorze, które powstało ze stopionego lodu. A ponad tym złote słońce świeci cudownie. Więc uklękła Marysia, rączki wyciąga do słońca i woła:
— Słońce drogie, słońce najukochańsze, pomóż mi stopić górę! A jeśliś, słoneczko złote, widziało gdzie czarnego łabędzia, powiedz mu, że za nim tęsknię
Strony: