Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
poczuła jakąś niezmierną ochotę, aby ucałować serdecznie ręce ojca i matki. Potem przypomniała sobie, jak cudnie dla niej śpiewał słowik, jak bardzo kochał ją biały łabędź.
— Szkoda, żem im uczyniła krzywdę!
W tej chwili usłyszała wśród niezmiernej ciszy cichutkie stukanie. W pierwszej chwili się przestraszyła i szepnęła w trwodze:
— Boże! Tu ktoś jest i stuka. Jakaś żywa istota!
Nasłuchiwała pilnie i odkryła ze zdumieniem, że ten cichutki stuk odzywa się w jej piersi. Przytknęła w to miejsce rączkę i czuje najwyraźniej, że coś stuka i puka w lewej stronie piersi. Ucieszyła się niezmiernie i zawołała:
— Ach, już nie jestem samotna na tej strasznej górze! Serce ożyło moje i jest ze mną.
A od tego serduszka, co cichutko biło, poczęło iść na całe ciało przedziwnie miłe ciepło Królewnie uczyniło się mniej strasznie i jakaś błoga wstąpiła w nią otucha.
Noc minęła szybko. Kiedy pierwszy promień słońca ześliznął się po lodowej górze, spojrzała królewna dokoła. Nic, tylko lód i chmury. Wtedy, sama nie wiedząc, czemu to czyni, uklękła i pierwszy raz w życiu wyrzekła te słowa:
— Ratuj mnie, dobry Boże! Ojcze i matko, ratujcie mnie!
W tej chwili zdawało jej się, że się niebo nad nią oberwało i że ona leci w przepaść. Krzyknęła z trwogi i zamknęła oczy. Kiedy je otwarła, ujrzała ze zdumieniem, że góra stała się niższa. Spod jej stóp spływała kaskada wody z roztopionego szczytu góry. Wtedy ogarnęła ją jakaś wielka, serdeczna radość. Po raz pierwszy w życiu uśmiechnęła się. I znów, o dziwo! — gdzie na lód padło jej roześmiane spojrzenie, tam on topniał.
Ogarnęło ją rozczulenie. Czuła, że serce jej czyni się lepsze, że w tym wielkim nieszczęściu, jakie ją spotkało, poznała wiele rzeczy nieznanych. I w tej chwili pragnęła jednego tylko: żeby nie być samą.
— Szkoda, żem im uczyniła krzywdę!
W tej chwili usłyszała wśród niezmiernej ciszy cichutkie stukanie. W pierwszej chwili się przestraszyła i szepnęła w trwodze:
— Boże! Tu ktoś jest i stuka. Jakaś żywa istota!
Nasłuchiwała pilnie i odkryła ze zdumieniem, że ten cichutki stuk odzywa się w jej piersi. Przytknęła w to miejsce rączkę i czuje najwyraźniej, że coś stuka i puka w lewej stronie piersi. Ucieszyła się niezmiernie i zawołała:
— Ach, już nie jestem samotna na tej strasznej górze! Serce ożyło moje i jest ze mną.
A od tego serduszka, co cichutko biło, poczęło iść na całe ciało przedziwnie miłe ciepło Królewnie uczyniło się mniej strasznie i jakaś błoga wstąpiła w nią otucha.
Noc minęła szybko. Kiedy pierwszy promień słońca ześliznął się po lodowej górze, spojrzała królewna dokoła. Nic, tylko lód i chmury. Wtedy, sama nie wiedząc, czemu to czyni, uklękła i pierwszy raz w życiu wyrzekła te słowa:
— Ratuj mnie, dobry Boże! Ojcze i matko, ratujcie mnie!
W tej chwili zdawało jej się, że się niebo nad nią oberwało i że ona leci w przepaść. Krzyknęła z trwogi i zamknęła oczy. Kiedy je otwarła, ujrzała ze zdumieniem, że góra stała się niższa. Spod jej stóp spływała kaskada wody z roztopionego szczytu góry. Wtedy ogarnęła ją jakaś wielka, serdeczna radość. Po raz pierwszy w życiu uśmiechnęła się. I znów, o dziwo! — gdzie na lód padło jej roześmiane spojrzenie, tam on topniał.
Ogarnęło ją rozczulenie. Czuła, że serce jej czyni się lepsze, że w tym wielkim nieszczęściu, jakie ją spotkało, poznała wiele rzeczy nieznanych. I w tej chwili pragnęła jednego tylko: żeby nie być samą.
Strony: