Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

ją uściskiem skrzydeł, rzucił na potężny grzbiet swój i zerwał się do lotu.
— Ratunku! — krzyknęła królewna. — Łabędź mnie porwał! Na pomoc! na pomoc!
Lecz nikt jej nie usłyszał. Wtedy ona zaczęła bić czarnego ptaka, rękami dusić go zaczęła za szyję. Jednak potężny, wspaniały łabędź pędził w górę jak czarna, burzliwa chmura. Nie zważał na jej krzyk ani na jej wołanie. Pędził w górę ogromnym lotem. Wichr począł szumieć i lodowe zimno objęło królewnę. Wtedy z rozpaczy, że nikt na jej wołanie nie odpowiada, i ze złości wielkiej poczęła głośno płakać. Były to pierwsze łzy w jej życiu, łzy niedobre. Wśród tego zaś płaczu mówiła:
— Każę cię zabić, zły, obrzydliwy ptaku! Każę wyjąć twoje serce i rzucić psom.
Wtedy łabędź odezwał się po raz pierwszy:
— Płacz, płacz, zła królewno!
I podniósł się tak wysoko, że zdawało się, niebo już blisko. Obejrzała się poza siebie królewna ze strachem śmiertelnym i ujrzała z niezmiernej wysokości, jak teraz dopiero wybiegł z zamku król, jej ojciec, i królowa, jej matka, i jak łamali ręce z rozpaczy. Wybiegli wszyscy dworzanie, paziowie i słudzy. A nikt już jej wyratować nie mógł. Wkrótce obiegła wieść po całym królestwie, że czarny łabędź porwał królewnę. Lecz, o Boże, nikt jej nie żałował.
A łabędź leciał coraz wyżej i wyżej. Wielki strach ogarnął królewnę. Myślała, że łabędź poleci pod samo niebo i stamtąd ją rzuci. Albo że ją porzuci wśród gwiazd, albo utopi w chmurach.
— O, ta nieszczęśliwa! — zawołała.
A czarny łabędź odrzekł po raz drugi:
— Płacz, płacz, królewno!
Wtedy zapytała:
— Dokąd mnie niesiesz?
Łabędź nic nie odrzekł. Zwrócił tylko lot swój w tę stronę, w której wyrastała z ziemi straszliwa góra lodowa. Leciał tak na niezmiernej wysokości


Strony: