Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

daleko, aż tam, gdzie w głębinach słońce ma swój pałac, skąd co rano wychodzi i gdzie wieczorem zapada? Jeśli nam każesz śpiewać, umrzemy. A na cóż tobie, śliczna królewno, naszej niewinnej śmierci? Pozwól nam długo jeszcze patrzeć na ciebie i wybierz jednego z nas na męża!
— Ten będzie moim mężem, który piękniej zaśpiewa! — zawołała ona. — Śpiewaj, biały łabędziu!
Biały łabędź, który był tak piękny, jakby ulepiony był ze śniegu, westchnął smutno i szepnął:
— Tak cię kocham, królewno, że umrę dla ciebie.
— Nie śpiewaj, bracie! — zawołał łabędź czarny.
Za późno!
Biały łabędź wpatrzył się w królewnę, jak w słońce, i począł śpiewać tak cudnie, że fala przestała pluskać. Ucichło wszystko dokoła i wiatr nawet przestał szumieć. Motyle usiadły na kwiatach, aby nawet niedosłyszalnym szelestem skrzydeł nie zmącić tej pieśni, jakiej nie słyszał jeszcze nikt na ziemi od początku świata.
Królewna słuchała, patrząc w oczy nieszczęśliwego białego ptaka. W oczach tych nagle pokazały się diamentowe łzy.
— Głośniej śpiewaj! — zawołała.
Ale on śpiewał ciszej i takie wśród niebiańskiej melodii było słychać słowa:
„Byłem ja pięknym młodzieńcem, co słońce nosił w puklerzu, a pod puklerzem serce ze złota. Umiłowało ciebie serce moje, królewno, królewno najjaśniejsza. Byłem księciem z dalekiego kraju, lecz przepłynąłem morza, przeleciałem góry, aby być przy tobie i w oczyta twoje patrzeć, królewno, królewno, królewno
A teraz umieram dla ciebie. O, jak mi smutno, jak smutno, jak smutno!...”
Przechylił głowę, a głowa padła mu na skrzydła i skonał.
Wtedy stało się coś strasznego. Oto czarny łabędź nastroszył pióra, krzyknął głośno jakimś nieswoim głosem i zanim królewna Marysia mogła zrozumieć, co się stało, porwał


Strony: