Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

i osiadły na wargach jak gorzki posmak trującego ziela; wtedy powoli oderwał wzrok od firmamentu i patrzeć począł przez łzy na starego człowieka, który uśmiechał się jak dziecko, a wkrótce z soli tych łez urodzony, z ponurych i zamglonych oczu niewolnika spłynął mu na twarz uśmiech, dobry i łagodny.
- Widziałem rzekę moją, panie! - szepnął i osunąwszy się na kolana, całował chude ręce starego człowieka, ten zaś nachyliwszy się mówił:
- Ból ukryj głęboko w piersi, a twarz pomaluj uśmiechem; mniej będziesz cierpiał i mniej cię będą bili, nie chce bowiem nikt sługi, co ma wzrok ponury. Szanuj nienawiść swoją i noś ją na dnie serca, nie na ustach, abyś jej nie wykrzyczał i nie wyśpiewał zbyt prędko... Pożywiłeś się jednym uśmiechem na długi czas... odejdź, odejdź!...
Mówiąc to miał niebo na obliczu, jasne i jak w dzień wiosenny roześmiane, że oczu nie było widać, gdyż ]’e powiekami nakrył i tak pozostał w głębokiej zadumie, nieruchomy jak posąg z żółtej uczyniony kości, jak gdyby usnął lub umarł z pogodą na obliczu, co się przydarza ludziom znającym śmierć nie tylko z imienia, lecz i z twarzy, więc ich nie trwoży. Kiedy śmierć przyjdzie do takiego człowieka, kłoni mu się głęboko do kolan i mówi: „Pójdźmy już!” - On zasię pyta: ?Czy daleko?” „Jeszcze dalej...” - odrzeknie mu śmierć. ..?Pozdrowiona więc bądź w domu moim jak siostra, co brata swego przyszła nawiedzić! Pozwól mi tylko, o śmierci, uśmiechnąć się”. Wzdryga się śmierć, na uśmiech bowiem trzeba czekać nieraz lat sto albo nieraz l więcej, więc mu patrzy w oczy długo i badawczo, waży w myśli, potem mówi: „Widzę duszę twoją, a na dnie jej samym jest uśmiech, przeto go wydobądź z toni, jak rybak perły wynosi z topieli, i umrzyj...” - Tedy umiera ten człowiek jak dziecko, któremu się śnią kwiaty i błękitne ptaki, słońce albo serce


Strony: