Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

długo musiała być białą, skoro się na jej siwiźnie uczyniły długie pasma żółte, albowiem i siwizna więdnie, jeden zaś tylko Allach ma brodę wieczyście białą, z śnieżnobiałych, w pukle się wijących południowych chmur.
Spojrzał Al Mahar w oczy mędrcowi i nic w nich nie ujrzał, jak niczego nie ujrzysz na dnie bardzo głębokiej studni, gdzie śpi wilgotny mrok i opita wodą cisza; zdawało się przez chwilę kalifowi, że z oczu mędrca padła na jego źrenice ciemna smuga, jakby cień, tek że mu się czarno uczyniło na duszy, a po kościach przebiegł zimny dreszcz, jak się to dzieje w pustyni, kiedy spośród żarom płonących piasków powieje nagle zimna, niepojęta groza gdzieś pod wydmą mieszkająca lub też czająca się w kadłubie padłego wśród piasków wielbłąda. Czym prędzej tedy spojrzał Al Mahar na usta starego człowieka i ujrzał na nich uśmiech tak słodki, jaki tylko sączą z ust dzieci. Zdumiał się tak, jakby z podziwu wyjść nie mógł, ujrzawszy owiniętego w białe płótno trupa, który się uśmiecha żywym uśmiechem; patrzył tedy długo i widział, że owa niezmierna słodycz uśmiechu nie spływa ani na jedno mgnienie z uwiędłych warg starego człowieka i zrosła się z nimi, jak się kwiat zrasta z ziemią albo serce z sercem, i tak jest przywiązana do cichej twarzy mędrca jak dziecko do matki lub przyjaciel do przyjaciela, kiedy wodą polali swoje miecze i przysięgli sobie miłość.
- Rzekł tedy kalif:
- Dziwną twarz dał ci Allach, który czyni rzeczy dziwne. Dlaczego się uśmiechasz?
- Jakżeż się nie mam uśmiechać - odrzekł mędrzec - kiedy patrzę w słońce?
- O mnie mówisz?
- Wielki jest twój rozum kalifie, gdyż od razu pojąłeś moje słowa!
I znowu się uśmiechnął ów stary człowiek uśmiechem dziecka, które ma trzy lata i rozumie mowę kwiatów, ptaków, kamieni i słońca, zaś kalif rozważał, że słowa starego


Strony: