Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
mądrym... Weźmij go i uczyń z nim, co zechcesz, sądzę zaś, że najlepiej będzie, abyś go kazał zabić, zbyt bowiem jest mądrym, aby był szczęśliwym, i zbyt jest mądrym, aby był godzien życia. Żyj długo, kalifie Al Maharze!” To ci kazał rzec pań mój, który ma tysiąc słoni. Powiedziałem!
- Hojo! - wrzasnęli jego towarzysze i uderzyli czołem o kamienną posadzkę tak mocno, że tu i ówdzie pękła granitowa płyta, ku największemu wszystkich zdumieniu.
Dziwili się wszyscy bardzo i długo rozważali usłyszane słowa, nie .spiesząc się w myśleniu, aby wszystek z nich wydobyć sens; podobnie zgłodniały człowiek żuje długo i cierpliwie ziarnka dyni, aby ani cząstki nie uronić z szlachetnego tego pożywienia, i jak on wreszcie wypluwa resztki, tak właśnie treść całą z przemowy wydobywszy, splunął kalif Al Mahar jednym tylko słowem.
- Złodziej! - szepnął i wpadł w zadumę.
Patrzyli wszyscy w niego jak w tęczę, gdyż do tęczy był podobny, czekając na to, co raczy powiedzieć; zaś on po długiej chwili spojrzał srogo na wodza poselstwa i spytał gromko:
- Gdzie jest ów człowiek, który się mędrszym od innych być mieni?
- Człowiek ten jest na dziedzińcu - odrzekł wódz - kazałem mu oczyścić wielbłąda, mędrcem bowiem będąc, do niczego innego nie jest przydatnym.
Musiał się bardzo zdumieć Al Mahar, gdyż aż oczy przymknął i zaniemówił na chwilę, wkrótce jednak spojrzał gniewnie, po czym powoli rozwiązywać począł zielony sznur, którym był przepasany w pasie, a rzuciwszy go pod nogi indyjskiego wodza, rzekł:
- Weżmij to i uczyń, co należy.
Muriamadasi podjął sznur z ziemi i przyglądać mu się począł ze czcią, nie wiedząc, co uczynić z darem tak wspaniałym; oblicze miał nabrzmiałe zdumieniem i ciekawością, aże podbiegł ku niemu jeden mufti, chwycił sznura, pętlę z niego uczynił i nałożywszy ją na
- Hojo! - wrzasnęli jego towarzysze i uderzyli czołem o kamienną posadzkę tak mocno, że tu i ówdzie pękła granitowa płyta, ku największemu wszystkich zdumieniu.
Dziwili się wszyscy bardzo i długo rozważali usłyszane słowa, nie .spiesząc się w myśleniu, aby wszystek z nich wydobyć sens; podobnie zgłodniały człowiek żuje długo i cierpliwie ziarnka dyni, aby ani cząstki nie uronić z szlachetnego tego pożywienia, i jak on wreszcie wypluwa resztki, tak właśnie treść całą z przemowy wydobywszy, splunął kalif Al Mahar jednym tylko słowem.
- Złodziej! - szepnął i wpadł w zadumę.
Patrzyli wszyscy w niego jak w tęczę, gdyż do tęczy był podobny, czekając na to, co raczy powiedzieć; zaś on po długiej chwili spojrzał srogo na wodza poselstwa i spytał gromko:
- Gdzie jest ów człowiek, który się mędrszym od innych być mieni?
- Człowiek ten jest na dziedzińcu - odrzekł wódz - kazałem mu oczyścić wielbłąda, mędrcem bowiem będąc, do niczego innego nie jest przydatnym.
Musiał się bardzo zdumieć Al Mahar, gdyż aż oczy przymknął i zaniemówił na chwilę, wkrótce jednak spojrzał gniewnie, po czym powoli rozwiązywać począł zielony sznur, którym był przepasany w pasie, a rzuciwszy go pod nogi indyjskiego wodza, rzekł:
- Weżmij to i uczyń, co należy.
Muriamadasi podjął sznur z ziemi i przyglądać mu się począł ze czcią, nie wiedząc, co uczynić z darem tak wspaniałym; oblicze miał nabrzmiałe zdumieniem i ciekawością, aże podbiegł ku niemu jeden mufti, chwycił sznura, pętlę z niego uczynił i nałożywszy ją na
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116