Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
o drugi list taki, w którym była cała jego dusza. Sto wielbłądów szło za nimi w bardzo bogatych rzędach, zaś pod palankinami, aby snadź słońce nie doskwierało zbytnio i nie psuło przecudnej barwy skóry, jechało sto niewiast, piękniejszych od najpiękniejszego snu, kiedy człowiek legł syty na posłaniu i z czystym .sercem, wszystkie zaś dziewice, które nie zaznały męża, co starannie i chytrym sposobem zbadawszy, zaświadczył nieprzekupny nadzorca eunuchów, człowiek, który zęby zjadł w dostojnej swej służbie i okpić się nie dał. On ci to teraz, na rosłym i dziwnie złośliwym jadąc dromedarze, udawał, że śpi i oczy ma zamknięte, czasem jednak budził się nagle i świszczącym biczem smagał po nagich plecach niewolnika, co biegnąc przy wielbłądzie, oczyma zawrócił, pod palankin niewieści patrząc, wyszczerzył zęby i trząść się począł jak w febrze. I znów spał dalej dziewiczy ów mąż, który nie bodzie miał syna podobnego do siebie.
Niesiono dalej wiele bogactw i wiele sprzętów wojennych, złotem wykładanych, cudnie w słońcu grających - wszystko to, aby ucieszyć oko indyjskiego władcy; zasię w nieskończonym szeregu szło czterech silnych ludzi i dźwigało wielką tablicę, na której czerwoną farbą wymalowane zostało rozwiązanie wielkiego geometrycznego zagadnienia, chciał się bowiem Al Mahar pochwalić i pokazać dostojnemu swemu bratu, jak uczonych ma poddanych; szli potem inni, wszelkie leki na rozmaite niosący choroby, inni znów dźwigający dziwną maszynę, naśladującą szum burzy i warczenie piorunów, wreszcie trzy razy po sto niewolników stąpało z wolna, tyle bowiem niezmiernych skarbów, tyle dziewic i niewolników ofiarował wielki kalif Al Mahar za jednego człowieka, który zna mądrość i własnymi ją oglądał oczyma.
Sam zaś siedział smętny i słowa do nikogo nie mówiąc patrzył w sufit przez dzień cały; w nocy kładł sio na wznak, a
Niesiono dalej wiele bogactw i wiele sprzętów wojennych, złotem wykładanych, cudnie w słońcu grających - wszystko to, aby ucieszyć oko indyjskiego władcy; zasię w nieskończonym szeregu szło czterech silnych ludzi i dźwigało wielką tablicę, na której czerwoną farbą wymalowane zostało rozwiązanie wielkiego geometrycznego zagadnienia, chciał się bowiem Al Mahar pochwalić i pokazać dostojnemu swemu bratu, jak uczonych ma poddanych; szli potem inni, wszelkie leki na rozmaite niosący choroby, inni znów dźwigający dziwną maszynę, naśladującą szum burzy i warczenie piorunów, wreszcie trzy razy po sto niewolników stąpało z wolna, tyle bowiem niezmiernych skarbów, tyle dziewic i niewolników ofiarował wielki kalif Al Mahar za jednego człowieka, który zna mądrość i własnymi ją oglądał oczyma.
Sam zaś siedział smętny i słowa do nikogo nie mówiąc patrzył w sufit przez dzień cały; w nocy kładł sio na wznak, a
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116