Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

Postanowiłem tedy rozumem ludzkim dotrzeć do dna mojego smutku i znaleźć moc na niemoc, radość na otarcie łez, i chcę dojść tego, jaką bronią zabić można upiora, co mieszka u stropów tysiąca trzystu czterdziestu moich komnat.
Dwanaście umarło księżyców od owego czasu, kiedym tak zamierzył, zaś dziwią się teraz ludzie moi, skąd mam na czole zmarszczkę, jakby od ciecia miecza, nie wiedząc, że ją wykuło wiele, wiele nocy, jak w kamieniu kując, lecz bez szelestu. Dziwią się też, że ja, com przed zachodem słońca spożywał chętnym sercem i z duszą radosną wiole potraw, dziś zmożony dziwnym smutkiem zdołam przełknąć nie więcej nad dwa młode jagnięta, na węglach umiejętnie przypalone, i drobnej postawy kura, który w tłustości swej pływa wśród białego ryżu. Czy mogę myśleć o ciele nie wiedząc, co się stało z duszą moją? Bóg widzi...
Pytałem już wiciu lekarzy o straszną przyczynę, lecz ci przysięgam, o bracie, że ich już więcej pytać nie będę, kazałem bowiem powiesić dwunastu, z trzech zaś kazałem uczynić rzezańców, głos mieli bowiem zbyt doniosły i szorstki: jednego zaś, który mi rzekł, że dopiero po śmierci mojej nieomylne powiedzieć może mniemanie o przyczynie mej choroby, żywcem kazałem zakopać na cmentarzu, aby tam snadniej mógł leczyć trupy. Pytałem potem ludzi, znających drogi gwiazd i wszystkie przyzwyczajenia, dziwne bardzo, słońca i księżyca, ci zaś - naradziwszy się długo odrzekli mi, że dopiero za lat sto siedm ukaże się na niebie owa gwiazda, z którą moje są związane losy. Cóż mam uczynić?
Kazałem zwołać wszystkich mędrców, jakich można było znaleźć w moim państwie, i dwóch ich tylko przybyło, lecz jeden z nich był niemy i niczego powiedzieć mi nie umiał, drugi zaś jest wielkim mędrcem i słynnym bardzo, jednak tylko w grze w szachy, w czym słusznej zażywa sławy, nie mógł jednakże mojej rozpoznać


Strony: