Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
złapany, ryknął dzikim głosem:
- Hassanie! Zdradziły cię wszystkie!
Potem ująwszy rękoma szaty, rzucił się jak jeleń w stronę drzwi, wykrzykując nieludzkim głosem niezrozumiałe słowa, zasię biały jego osioł, ujrzawszy dziwnie wyglądającego swego pana, ryknął przeraźliwie i kiedy Moshed padł mu na grzbiet, wierzgnął straszliwie i rycząc wciąż, gnać począł przez ciche ulice.
Zaś Hassan począł wodzić oczyma po izbie, a zrozumiawszy dopiero po chwili niezmierne swoje nieszczęście, do którego go przywiodła jogo ciekawość i niezmierna modrość Mosheda, począł powoli odwijać turban z głowy.
- Kismet!... - jęknął cicho i wolnym krokiem poszedł się obwiesić na rozwitym turbanie.
Wiś w spokoju, dobry Hassanie!
Mędrzec zza morza
Pisał wielki ka1if Al Mahar do wielkiego władcy Indii:
„Jeden jest Bóg, lecz wielu Jest nieszczęśliwych, o bracie mój, którego oddech jest wonią kwiatów, a myśl każda jest błyskawicą! Którego rumak dumnym Jest, że norii ozdobę ziemi, i przed którym przyklękają wielbłądy, jakby rozumiejąc, że poniosą słońce na grzbiecie. Pozdrowienie tobie wielekroć po dziesięć razy i chwała tobie, sułtanie, któryś jest dla ludów swoich słońcem w dzień, księżycem w nocy, a srebrną gwiazdą o poranku. Oby każdy z trzydziestu ośmiu synów twoich tyluż ich spłodził, abyś za lat tysiąc, kiedy cię wiek nieco pochyli ku ziemi, miał radość dla serca, pociechę dla oczu, a dumę wielką dla duszy; zaś żonom twoim mówię oto, że są szczęśliwe jak hurysy, kiedy na nie spojrzeć raczy miłym okiem Prorok, po raju powoli chodzący, bowiem ty na nie spoglądasz. Oby żadnej nie tknęła ciemna potęga starości, która wyrywa zęby> marszczy skórę i sypie sól pustynną na włosy, tak że są białe, i obyś z każdą tyle razy zażył rozkoszy, ile dni ma wieczność.
Sułtanie, bracie mój! -
- Hassanie! Zdradziły cię wszystkie!
Potem ująwszy rękoma szaty, rzucił się jak jeleń w stronę drzwi, wykrzykując nieludzkim głosem niezrozumiałe słowa, zasię biały jego osioł, ujrzawszy dziwnie wyglądającego swego pana, ryknął przeraźliwie i kiedy Moshed padł mu na grzbiet, wierzgnął straszliwie i rycząc wciąż, gnać począł przez ciche ulice.
Zaś Hassan począł wodzić oczyma po izbie, a zrozumiawszy dopiero po chwili niezmierne swoje nieszczęście, do którego go przywiodła jogo ciekawość i niezmierna modrość Mosheda, począł powoli odwijać turban z głowy.
- Kismet!... - jęknął cicho i wolnym krokiem poszedł się obwiesić na rozwitym turbanie.
Wiś w spokoju, dobry Hassanie!
Mędrzec zza morza
Pisał wielki ka1if Al Mahar do wielkiego władcy Indii:
„Jeden jest Bóg, lecz wielu Jest nieszczęśliwych, o bracie mój, którego oddech jest wonią kwiatów, a myśl każda jest błyskawicą! Którego rumak dumnym Jest, że norii ozdobę ziemi, i przed którym przyklękają wielbłądy, jakby rozumiejąc, że poniosą słońce na grzbiecie. Pozdrowienie tobie wielekroć po dziesięć razy i chwała tobie, sułtanie, któryś jest dla ludów swoich słońcem w dzień, księżycem w nocy, a srebrną gwiazdą o poranku. Oby każdy z trzydziestu ośmiu synów twoich tyluż ich spłodził, abyś za lat tysiąc, kiedy cię wiek nieco pochyli ku ziemi, miał radość dla serca, pociechę dla oczu, a dumę wielką dla duszy; zaś żonom twoim mówię oto, że są szczęśliwe jak hurysy, kiedy na nie spojrzeć raczy miłym okiem Prorok, po raju powoli chodzący, bowiem ty na nie spoglądasz. Oby żadnej nie tknęła ciemna potęga starości, która wyrywa zęby> marszczy skórę i sypie sól pustynną na włosy, tak że są białe, i obyś z każdą tyle razy zażył rozkoszy, ile dni ma wieczność.
Sułtanie, bracie mój! -
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116