Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
nich drgnie z przestrachu, dowiedziawszy się, że jej zbrodnię odkryto, lecz one stały nieporuszone. Słychać było tylko ciężki oddech Hassana i głośne sapanie Wietrzyka Porannego, która wydawała takie głosy, jakie wydaje samum, wiejący na pustyni.
Pobladł Moshed i rzekł:
- Mówiłeś, Hassanie, że mają krzywe łopatki i nosy podobne wzgórzom. Czemuś mi nie powiedział, że wszystkie twoje żony są nieme?
- Biada! - jęknął Hassan. - Niech je wydusi zaraza!
To powiedziawszy splunął trzy razy na dłoń i opadł na duchu; lecz mądry Moshed uniósł się tylko na jedno mgnienie oka, gdyż wnet znów przymknął oczy i szukał oczyma duszy drogi do tych serc niewiernych, a chytrych, jak wielbłąd, co nozdrza rozdawszy, szuka węchem zapachu wody wśród piasków, albo jak księżyc, co się przekrada pomiędzy chmury, albo też jak potwarz, co chytrze wśród ludzkich wędrując uszu, idzie coraz dalej i dalej, aż ukąsi w serce tego, na kogo ją nasłano.
Po chwili był tak spokojny jak wierny, który minął już ostrze miecza położonego nad przepaścią, dzielącą raj od życia na tej ziemi; spokojnym tedy głosem mówić począł:
- Jesteście kobiety dobre i macie czyste serca, wstydzę ‘się więc, że chcąc przyjemność uczynić panu waszemu, wystawiłem was na próbę, nic pomyślawszy o tym, jak ciężko was mogłem ukrzywdzić.
W tym miejscu mrugnął znacząco na Hassana, ten ci bowiem ze zdumienia otworzył szeroko usta i patrzył takim wzrokiem jak człowiek, któremu Allach palcem zamieszał rozum.
Potem mówił:
- Potwarz rzucono na was, a uczynił to pies nieczysty, który oby umierał długo. Oto pan wasz i ja schwytaliśmy młodego człowieka (oby świerzb nigdy spać mu nie dał!), który jakoby uciekał z waszych komnat. Wzięliśmy go na pętlicę, z jego uczynioną turbana, w którym wiele było nieczystego robactwa, i uwiązawszy go do słupa,
Pobladł Moshed i rzekł:
- Mówiłeś, Hassanie, że mają krzywe łopatki i nosy podobne wzgórzom. Czemuś mi nie powiedział, że wszystkie twoje żony są nieme?
- Biada! - jęknął Hassan. - Niech je wydusi zaraza!
To powiedziawszy splunął trzy razy na dłoń i opadł na duchu; lecz mądry Moshed uniósł się tylko na jedno mgnienie oka, gdyż wnet znów przymknął oczy i szukał oczyma duszy drogi do tych serc niewiernych, a chytrych, jak wielbłąd, co nozdrza rozdawszy, szuka węchem zapachu wody wśród piasków, albo jak księżyc, co się przekrada pomiędzy chmury, albo też jak potwarz, co chytrze wśród ludzkich wędrując uszu, idzie coraz dalej i dalej, aż ukąsi w serce tego, na kogo ją nasłano.
Po chwili był tak spokojny jak wierny, który minął już ostrze miecza położonego nad przepaścią, dzielącą raj od życia na tej ziemi; spokojnym tedy głosem mówić począł:
- Jesteście kobiety dobre i macie czyste serca, wstydzę ‘się więc, że chcąc przyjemność uczynić panu waszemu, wystawiłem was na próbę, nic pomyślawszy o tym, jak ciężko was mogłem ukrzywdzić.
W tym miejscu mrugnął znacząco na Hassana, ten ci bowiem ze zdumienia otworzył szeroko usta i patrzył takim wzrokiem jak człowiek, któremu Allach palcem zamieszał rozum.
Potem mówił:
- Potwarz rzucono na was, a uczynił to pies nieczysty, który oby umierał długo. Oto pan wasz i ja schwytaliśmy młodego człowieka (oby świerzb nigdy spać mu nie dał!), który jakoby uciekał z waszych komnat. Wzięliśmy go na pętlicę, z jego uczynioną turbana, w którym wiele było nieczystego robactwa, i uwiązawszy go do słupa,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116