Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

już po raz drugi tego dnia, i zaczął przypatrywać się im pilnie, chcąc im cokolwiek wyczytać z oczu, wiadomo bowiem, że dusza ludzka mieszka w oczach. Zbyt jednak było ciemno, aby mógł ujrzeć cokolwiek, więc tylko udawał, że wiele widzi, i szeptał cos sam do siebie, jakby się dziwiąc. Hassan patrzył na niego uporczywie, potem znów wzrok przenosił na swoje żony, które stały w szeregu niezmiernie zdumione, z wielką trwogą spoglądając na tego sędziwego męża, którego wzrok był roztropny, a broda biała, co jeszcze większą mądrość oznacza.
On zaś długo nic nie mówił, jakby ważąc słowa, by nie powiedzieć czegoś lekce ani też nieroztropnie; gładził brodę i przymykał oczy, po czym kiwał głową jak człowiek, który się bardzo nad czymś lituje, potem znów się kiwał, co wielce jest pomocnym, jeżeli człowiek szuka czegoś w myśli lub jeśli chce ciężar zrzucić z serca.
Wielka tedy stała się cisza, kiedy Abd al Moshed, oczy otwarłszy, przemówił:
- Wszelka nieprawość będzie ukarana, w pień wycięta i rzucona ogniowi na pożarcie!... - To rzekłszy zapadł w zadumę, oni zaś ? znowu patrzyli na niego z szacunkiem, w milczeniu przypatrując się z bliska tym słowom, które wyrzekł w głębokości ducha i z wielkiego natężenia rozumu.
On zaś, o czym nikt z nich nie wiedział, zmylił ich słowami, sam zaś przygotowywał się do skoku jak tygrys, w chwili bowiem, kiedy się logo najmniej ktokolwiek spodziewał, rzekł gromko Moshed:
- Jedna z was zdradziła Hassana, a ja wiem która!
- Biada mi! - zaśpiewał cienkim głosem biały rzezaniec, zaś czarny, język mając ucięty, zawył jakoś dziwnie i uderzył się rękoma po udach.
- Kismet! - jęknął Hassan.
Moshed zaś wymówiwszy te słowa, spojrzał błyskawicą oczu na niewiasty, chcąc dostrzec, która z nich drgnie, łacno by bowiem poznał wtedy winną, co sobie już przedtem w wielkim


Strony: