Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
napoiłeś, przypomina rosę, która o poranku pada na róże, zaś dziecko nie odrywa ust od piersi matki z takim żalem, z jakim ja twoją fajkę od ust odjąłem...
- Zawstydzasz mnie, Moshedzie - przerwał Hassan.
Ów zaś ciągnął dalej:
- Niech ci za to wszystko da Allach wielkie szczęście, zaś przy tym wiele zdrowia i siły, abyś mógł snadnie wybić wszystkie zęby twojemu słudze, który zamiast konfitur daje oliwę i wiele innych nieczystości, do kawy dodaje włosy ze swojej brody, zaś do fajki wkłada nawóz wielbłądzi, który kąsa język i wypija wszystką ślinę z gardła. Powiedz mu, że mu to mówi Abd ul Moshed, który wiele przebacza. Teraz każ przywołać swoje żony.
Dawno już Hassan odwrócił oblicze, teraz zaś czym prędzej przywołał sługę i rozkazał:
- Powiedz, niech tu przyjdą moje żony, abym wynalazł winną!
Czekali chwilę, potem usłyszawszy nagle wielki krzyk w pobliżu, zrozumieli, że usłyszane zostało słowo pańskie. Moshed czekał spokojnie, zaś Hassan srogi okazywał niepokój i nie wiedząc, co czynić, wyrywał sobie włosy z brody, dusza bowiem jego usiadła na węglach, chociaż on sam na miękkiej siedział poduszce; długo tak czynił, po długiej bowiem chwili otwarły się drzwi z wielkim skrzypem i do komnaty weszło pięć niewiast z zasłoniętymi twarzami, albowiem obcy człowiek był w domu. Z nimi zaś weszło dwóch rzezańców bardzo wielkiego wzrostu, obaj zaś mieli twarze opuchłe; jeden był biały i miał ręce tak długie, że mu sięgały aż do kolan, drugi zaś czarny i patrzący zezem, do tego zaś język miał ucięty, co go bardzo podnosiło w cenie.
Niewiasty pochyliły nisko głowy przed Moshedem, zaś rzezańcy padli przed nim na twarz kolejno, razem tego uczynić nie mogąc, gdyż na obu za mało było miejsca.
- Oto są moje żony, Moshedzie! - rzekł Hassan.
- Nigdy nie powiesz nic nowego - odrzekł mu ten,
- Zawstydzasz mnie, Moshedzie - przerwał Hassan.
Ów zaś ciągnął dalej:
- Niech ci za to wszystko da Allach wielkie szczęście, zaś przy tym wiele zdrowia i siły, abyś mógł snadnie wybić wszystkie zęby twojemu słudze, który zamiast konfitur daje oliwę i wiele innych nieczystości, do kawy dodaje włosy ze swojej brody, zaś do fajki wkłada nawóz wielbłądzi, który kąsa język i wypija wszystką ślinę z gardła. Powiedz mu, że mu to mówi Abd ul Moshed, który wiele przebacza. Teraz każ przywołać swoje żony.
Dawno już Hassan odwrócił oblicze, teraz zaś czym prędzej przywołał sługę i rozkazał:
- Powiedz, niech tu przyjdą moje żony, abym wynalazł winną!
Czekali chwilę, potem usłyszawszy nagle wielki krzyk w pobliżu, zrozumieli, że usłyszane zostało słowo pańskie. Moshed czekał spokojnie, zaś Hassan srogi okazywał niepokój i nie wiedząc, co czynić, wyrywał sobie włosy z brody, dusza bowiem jego usiadła na węglach, chociaż on sam na miękkiej siedział poduszce; długo tak czynił, po długiej bowiem chwili otwarły się drzwi z wielkim skrzypem i do komnaty weszło pięć niewiast z zasłoniętymi twarzami, albowiem obcy człowiek był w domu. Z nimi zaś weszło dwóch rzezańców bardzo wielkiego wzrostu, obaj zaś mieli twarze opuchłe; jeden był biały i miał ręce tak długie, że mu sięgały aż do kolan, drugi zaś czarny i patrzący zezem, do tego zaś język miał ucięty, co go bardzo podnosiło w cenie.
Niewiasty pochyliły nisko głowy przed Moshedem, zaś rzezańcy padli przed nim na twarz kolejno, razem tego uczynić nie mogąc, gdyż na obu za mało było miejsca.
- Oto są moje żony, Moshedzie! - rzekł Hassan.
- Nigdy nie powiesz nic nowego - odrzekł mu ten,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116