Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
będąc w tajemnicy, inne zasię - jako owce, co wszystkie w wodę lezą, dlatego że dwie przedtem wlazły - czym prędzej pragną stać się niewiernymi. Niewiasta bowiem nie wtedy jest dumna, kiedy jest inna niż wszystkie, lecz wtedy dumną niepomiernie być poczyna, kiedy jest do wszystkich podobna. Dziwne to jest bardzo i jest to rzecz głęboka, o czym wiedzieć nie możesz, gdyż głowę masz nieco tępą i nigdy nie myślałeś o tym długo; mógłbym ci o tym wiele jeszcze powiedzieć, lecz się mój osioł już bardzo niepokoi czując dom. Blisko już jesteśmy, co poznaję po stęchłej nieco woni, niedawno bowiem temu, Hassanie, wrzuciłem zdechłego kota do cysterny, aby się odzwyczaić od picia wody. Czy nie uważasz, że jest to pomysł dobry, choć wiem, że ciężko ci to będzie zrozumieć, jesteś bowiem niepomiarkowany w jedzeniu i piciu...
*
Noc już była, kiedy Abd ul Moshed, na białym swoim rozumnym ośle siedząc, zdążał do domu Hassana, który obok stąpał szybko wielce zamyślony. Dwa razy też musiał mędrzec zadać mu pytanie, zanim tamten z bolesnej obudził się zadumy.
- Prości ludzie i zwierzęta - mówił Moshed - umieją wróżyć o pogodzie, jakże tedy mniemasz, Hassanie, czy dzień będzie jutro pogodny?
Hassan spojrzał w niebo i ujrzał tysiąc gwiazd na wielkim, jak granat czarnym płaszczu Allacha.
- Sądzę, że dzień będzie pogodny; czemu o to pytasz?
- Chcę - rzekł Moshed - żeby Allach widział, jak w jego imieniu uczynię sprawiedliwość, nie mógłby zaś tego ujrzeć przez chmury.
Zdążali potem długi czas w wielkim milczeniu, znać było bowiem, że Moshed nad czymś rozmyśla, co musi być trudne do rozwikłania, gdyż oczy nawet przymknął, z czego skorzystał Hassan i potajemnie kopnął białego osła, chcąc go do szybszego przynaglić biegu. Zrozumiał jednak wkrótce, że nic nie zdoła szlachetnemu temu zwierzęciu przemówić
*
Noc już była, kiedy Abd ul Moshed, na białym swoim rozumnym ośle siedząc, zdążał do domu Hassana, który obok stąpał szybko wielce zamyślony. Dwa razy też musiał mędrzec zadać mu pytanie, zanim tamten z bolesnej obudził się zadumy.
- Prości ludzie i zwierzęta - mówił Moshed - umieją wróżyć o pogodzie, jakże tedy mniemasz, Hassanie, czy dzień będzie jutro pogodny?
Hassan spojrzał w niebo i ujrzał tysiąc gwiazd na wielkim, jak granat czarnym płaszczu Allacha.
- Sądzę, że dzień będzie pogodny; czemu o to pytasz?
- Chcę - rzekł Moshed - żeby Allach widział, jak w jego imieniu uczynię sprawiedliwość, nie mógłby zaś tego ujrzeć przez chmury.
Zdążali potem długi czas w wielkim milczeniu, znać było bowiem, że Moshed nad czymś rozmyśla, co musi być trudne do rozwikłania, gdyż oczy nawet przymknął, z czego skorzystał Hassan i potajemnie kopnął białego osła, chcąc go do szybszego przynaglić biegu. Zrozumiał jednak wkrótce, że nic nie zdoła szlachetnemu temu zwierzęciu przemówić
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116