Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
ci głowę rozwalę kamieniem. Szlachetne to zwierzę nie znosi widoku plugawego twego oblicza, gdyż jest mądre i nie cierpi złodzieja, co oszukuje na wadze mąki.
Znikł w tejże chwili w jamie drzwi ów piekarz, jak placek owsiany ginie w czeluści szeroko rozwartej gęby zgłodniałego wojownika, zaś Abd ul Moshed uśmiechnąwszy się, takie wypowiedział słowo:
- Roztropnie uczyniłeś i dzięki ci składam, żeś mojego osła szlachetnym nazwał zwierzęciem; zdaje mi się, że już z mniejszą niźli przedtem patrzy na ciebie pogardą i szybciej stąpa. Błagaj teraz Allacha, by zmrok nie zapadł i by się z minaretu nie odezwał muezin, albowiem osioł znowu przystanie, tę bowiem ma namiętność, że lubi śpiew i lubi go słuchać w skupieniu.
Daleko jednak było jeszcze do wieczora, wice się tego nie obawiał nieszczęsny Hassan, na którego dwa się sprzysięgły osły: los i osioł Abd ul Mosheda - dreptał tedy w milczeniu, wpatrzony w białe bydle jak w zmorę, tysiąca mu życząc chorób, lecz chytrze i obłudnie cmokał od czasu do czasu ustami, niby się dziwiąc wielkiemu rozumowi zwierzęcia i w głos je sławiąc.
Równocześnie rozmyślał o swoim okropnym nieszczęściu, a złość go pędziła naprzód, jak krzykliwy pastuch w czerwonym turbanie gna biczem leniwego wołu; ile razy zaś pomyślał o haniebnej zdradzie jednej z pięciu żon, podrywał się nagle jak senny kawas, co nagle w dali ujrzał mordercę dwudziestu sześciu kobiet i czterdziestu siedmiu dzieci i gonić go poczyna zdyszany; biegł tak naprzód i wyprzedzał obu mędrców, z których jeden jechał na drugim, zanim go nie zawrócił dostojny głos Abd ul Mosheda wołającego:
- Powróć, Hassanie, albowiem zgubiłeś pantofel!
Wracał więc zziajany jak pies, co stracił wiatr, i bardzo złością zmęczony zawodzić zaczął nad swoją dolą i skomleć; potem się z wielką goryczą zwrócił do mędrca i rzecze:
-
Znikł w tejże chwili w jamie drzwi ów piekarz, jak placek owsiany ginie w czeluści szeroko rozwartej gęby zgłodniałego wojownika, zaś Abd ul Moshed uśmiechnąwszy się, takie wypowiedział słowo:
- Roztropnie uczyniłeś i dzięki ci składam, żeś mojego osła szlachetnym nazwał zwierzęciem; zdaje mi się, że już z mniejszą niźli przedtem patrzy na ciebie pogardą i szybciej stąpa. Błagaj teraz Allacha, by zmrok nie zapadł i by się z minaretu nie odezwał muezin, albowiem osioł znowu przystanie, tę bowiem ma namiętność, że lubi śpiew i lubi go słuchać w skupieniu.
Daleko jednak było jeszcze do wieczora, wice się tego nie obawiał nieszczęsny Hassan, na którego dwa się sprzysięgły osły: los i osioł Abd ul Mosheda - dreptał tedy w milczeniu, wpatrzony w białe bydle jak w zmorę, tysiąca mu życząc chorób, lecz chytrze i obłudnie cmokał od czasu do czasu ustami, niby się dziwiąc wielkiemu rozumowi zwierzęcia i w głos je sławiąc.
Równocześnie rozmyślał o swoim okropnym nieszczęściu, a złość go pędziła naprzód, jak krzykliwy pastuch w czerwonym turbanie gna biczem leniwego wołu; ile razy zaś pomyślał o haniebnej zdradzie jednej z pięciu żon, podrywał się nagle jak senny kawas, co nagle w dali ujrzał mordercę dwudziestu sześciu kobiet i czterdziestu siedmiu dzieci i gonić go poczyna zdyszany; biegł tak naprzód i wyprzedzał obu mędrców, z których jeden jechał na drugim, zanim go nie zawrócił dostojny głos Abd ul Mosheda wołającego:
- Powróć, Hassanie, albowiem zgubiłeś pantofel!
Wracał więc zziajany jak pies, co stracił wiatr, i bardzo złością zmęczony zawodzić zaczął nad swoją dolą i skomleć; potem się z wielką goryczą zwrócił do mędrca i rzecze:
-
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116