Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
towarzyszów. Mądre to jest zwierzę, albowiem nosi mnie już lat dwadzieścia i wiele już rzeczy przemyśleliśmy razem.
Pobiegł szybko Hassan i przywiódł białe, dostojne bydlę z porwaną uprzężą, albowiem i wielcy ludzie, i wielkie osły to mają wspólne, że nie dbają o strój. Osioł, pana swojego ujrzawszy, ryknął przeraźliwie na znak głębokiej radości i wierzgnął parę razy jakby na znak, że gotów jest za niego oddać życie. Dziwił się bardzo Hassan i iść począł obok osła, na którym siedział już Abd ul Moshed, nogami niemal dotykając ziemi, bardzo zamyślony.
- Stój! - zawołał nagle - Abd ul Moshedzie, twój osioł idzie w przeciwną stronę, każ mu się zwrócić ku mojemu domowi.
Abd ul Moshed zbudził się z zadumy i rzekł niechętnie:
- Nie może być inaczej. Osioł mój przez lat dwadzieścia dźwiga mnie z domu do kawiarni i z kawiarni do domu i za żadną cenę w inną nie pójdzie stronę; pojadę tedy aż do drzwi mojego domu, tam go zawrócę i wtedy dopiero łatwo będę się mógł udać na nim do ciebie.
Hassan wpadł w rozpacz i począł targać brodę, życząc bydlęciu temu śmierci w nie sławie, nic mógł jednak nic poradzić na to, więc płacząc na poły, prosił Abd ul Mosheda, aby używszy pięt, przynaglił osła do szybszego biegu. W tej jednak właśnie chwili osioł przystanął nagle na środku drogi i opuściwszy uszy, znieruchomiał.
- Bismillach! - jąknął Hassan - co mu się stało?
Abd ul Moshed otworzył oczy, które przymknął słodko przed chwilą, i rzekł:
- Albo sobie coś przypomniał i za chwilę ruszy szybko jak błyskawica, albo też nie opodal we drzwiach swojego sklepu stoi piekarz, którego widoku mój osioł nie znosi. Oto tam zły ten człowiek stoi w istocie na progu, krzyknij więc na niego, aby się ukrył.
Hassan podjął kamień z ziemi i krzyknął gromko:
- Schowaj się, synu wieprza, albo
Pobiegł szybko Hassan i przywiódł białe, dostojne bydlę z porwaną uprzężą, albowiem i wielcy ludzie, i wielkie osły to mają wspólne, że nie dbają o strój. Osioł, pana swojego ujrzawszy, ryknął przeraźliwie na znak głębokiej radości i wierzgnął parę razy jakby na znak, że gotów jest za niego oddać życie. Dziwił się bardzo Hassan i iść począł obok osła, na którym siedział już Abd ul Moshed, nogami niemal dotykając ziemi, bardzo zamyślony.
- Stój! - zawołał nagle - Abd ul Moshedzie, twój osioł idzie w przeciwną stronę, każ mu się zwrócić ku mojemu domowi.
Abd ul Moshed zbudził się z zadumy i rzekł niechętnie:
- Nie może być inaczej. Osioł mój przez lat dwadzieścia dźwiga mnie z domu do kawiarni i z kawiarni do domu i za żadną cenę w inną nie pójdzie stronę; pojadę tedy aż do drzwi mojego domu, tam go zawrócę i wtedy dopiero łatwo będę się mógł udać na nim do ciebie.
Hassan wpadł w rozpacz i począł targać brodę, życząc bydlęciu temu śmierci w nie sławie, nic mógł jednak nic poradzić na to, więc płacząc na poły, prosił Abd ul Mosheda, aby używszy pięt, przynaglił osła do szybszego biegu. W tej jednak właśnie chwili osioł przystanął nagle na środku drogi i opuściwszy uszy, znieruchomiał.
- Bismillach! - jąknął Hassan - co mu się stało?
Abd ul Moshed otworzył oczy, które przymknął słodko przed chwilą, i rzekł:
- Albo sobie coś przypomniał i za chwilę ruszy szybko jak błyskawica, albo też nie opodal we drzwiach swojego sklepu stoi piekarz, którego widoku mój osioł nie znosi. Oto tam zły ten człowiek stoi w istocie na progu, krzyknij więc na niego, aby się ukrył.
Hassan podjął kamień z ziemi i krzyknął gromko:
- Schowaj się, synu wieprza, albo
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116