Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

najpiękniejszymi pieściłem słowami, że aż ciężko wzdychać poczęła z rozkoszy? Czyż to ci mało jeszcze, Abd ul Moshedzie, który masz rozum większy od innych, lecz serca nie masz i jako eunuch jesteś nieczuły?
I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o najbliższą ścianę, i byłby ścianę rozwalił, gdyż ci ów dobry sługa głowę miał twardą i dziwnie kanciastą, lecz Hassan, jakby nagle z sił opadł, zatoczył się na dawne miejsce i usiadłszy na nogach, jedno tylko wykrztusił słowo:
- Ulżyło mi! - rzekł i zamarł w nieruchomości.
Dryblas, na głowie i czci uszkodzeń, ryczeć począł bardzo przeraźliwie, jak gdyby połknął gorejący węgiel, i kląć począł Hassana, ale nie wprost, jak to zwykł czynić człowiek ordynarny, lecz wkoło jego osobę obchodząc; przeklął więc najpierw pamięć matki jego matki, potem ojca jego ojca do .siódmego pokolenia, potem, dźwięcznych używając słów, życzył trądu jego siostrom, a czarnej ospy braciom jego, wujom i stryjom, zasię wszystkim dalszym krewnym życzył z głębi serca połamania wszystkich nóg i wszystkich rąk; kiedy zaś całą wytracił familię, wprost rzekł Hassanowi, synowi Mustafy:
- Obyś wszystkie postradał zęby, a skóra niech z ciebie odleci kawałkami, niech ci lewe oko wypłynie, a żona twoja niech ci wybije prawe. Obyś konał tyle lat, ile dni musi iść człowiek kulawy stąd do Mekki, a wszelkie jadło niech ci się zmieni w wielbłądzi nawóz, złoczyńco i podły człowieku, psie parszywy, synu Mustafy, który był wieprzem, co spłodził szakala. O! o! o!
- Zdaje mi się, że źle ci życzy ten człowiek! - zauważył Abd ul Moshed, pilnie słuchając. - Ja ci jednakże życzę dobrze i żal mi jest ciebie, pójdę więc z tobą, aby wśród żon twoich wynaleźć winną.

Strony: