Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

mógł dojść, czemu jedna żona, dla której był zły, całowała mu nogi, a ta, dla której był dobry, umierając powiedziała, że mogła jeszcze wcale nie umrzeć, a umiera tylko jemu na złość? Czy słyszysz, Hassanie, synu Mustafy?
Dziwił się bardzo Haasan i kiwać się począł gwałtownie, przez co nieszczęście jego stało się jeszcze większe; patrzył tedy miłośnie na dostojnego mędrca, chcąc go wzruszyć i znaleźć u niego radę. Wzruszył się też Moshed, albowiem ‘był miękkiego serca, jak każdy człowiek, który się cieszy, że nie jego właśnie dotknęło nieszczęście, lecz jego przyjaciela, i dlatego wielka litość, jak różana woda, napływa mu w serce.
- Przyjacielu! - rzekł wreszcie słodko uczyń, co uczynił ów mędrzec z Bagdadu, powieś się.
Spojrzał na niego Hassan jak przez mgłę, zatrzęsła mu się broda, potem się piersi wydęły jak żagiel, gdyż począł płakać gorzko, a łzy poczęły mu się sączyć po brodzie, zupełnie jak kryształowe krople rosy po jedwabiu róż się sączą. A ile razy spadła sieroca łza z brody Hassana, tyle razy pomyślał Abd ul Moshed:
- Kropla wydrąża skałę, jakżeż nie ma wydrążyć mojego serca? - Głośno zaś wyrzekł z wielkim wyrzutem zdanie głębokie, jak gdyby z Koranu wyjęte:
- Mężczyzna nigdy płakać nie powinien, chyba że ma powód ku temu.
Drgnął Hassan, jak człowiek, którym śmierć
zatrzęsła, albo jak derwisz tańczący, kiedy nim nabożna podrzuci epilepsja, podniósł ku niebu załzawione oczy, bokiem patrząc zgoła jak kur, co jastrzębia wygląda, i rzekł cicho, lecz niezmiernie smutno:
- Bacz, by cię Allach nie pokarał, gdyż się bardzo ze mnie naigrawasz. Czyż nic jest to powodem, że mnie zdradziła żona moja, może ta właśnie, którą nazywałem lilią nierozkwitłą, karmiłem daktylami jak szlachetną klacz, którą często, pod brodę łaskawie ująwszy,


Strony: