Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

zdumiony, potem z niezmiernym uwielbieniem popędliwy Hassan i cmoknął ustami na znak podziwu, zaś Moshed przymknął na chwilę oczy, z własnej mądrości rad wielce. Potem spytał:
- Cóż cię gnało, Hassanie, synu Mustafy, bez uwagi na to, źc ten, co się spieszy, zawsze się spóźnia?
Wtedy Hassan załamał ręce i głos ściszy wszy, szeptał:
- Przyszedłem do ciebie po radę, o najmędrszy, albowiem wielkie mi się stało nieszczęście.
- Nieszczęście nigdy nic jest wielkie, jeśli można znaleźć na nie radę - rzekł Moshed lez powiedz, co się wydarzyło? Czy zdechł ci koń, czy ci też kto ukradł osła?
Rozglądnął się wkoło jego przyjaciel bacząc, czy nikt nie słucha, potem rzecze:
- Aż tak wielkie nieszczęście moje nie jest, lecz niemal równie straszne. Zdradziła mnie Jedna z moich żon, a ja nie wiem, która!
Moshed spojrzał na niego z politowaniem, pokiwał dostojnie głową, uśmiechnął się dziewięć razy, potem pogładził brodę.
- Czy bolał cię kiedy ząb, Hassanie? - zapytał.
- Czemu pytasz tak dziwnie? Bolał mnie ząb.
- Czy ci to nie było wszystko jedno, który cię holi?
- Zaiste, lecz cóż ma jedno z drugim?
I począł się bardzo srożyć myśląc, że z niego kpi mądry Abd ul Moshed; ten jednak zamyślił się głęboko, spytał potem:
- Skąd o tym wiesz?
- Widziałem - odrzekł Hassan - młodego człowieka wychodzącego z komnat moich żon, ujrzawszy zaś mnie, począł .szybko uciekać.
- To bardzo źle!
Hassan spojrzał niespokojnie.
- Jeśliby cię bowiem był chwycił za brodę i pobił po głowie lub gdyby ci był powiedział na przykład, że jesteś złodziejem i oszustem, znak by to był, że żony twoje są stare i bezzębne, a on u nich szczęścia nie. zaznał ponieważ zaś uciekł, znak to jest, że pragnie powrócić.
- Nieszczęście! nieszczęście! - jęczał


Strony: