Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
podniosła się w górę i rozlała na komnatę woń tak świeżą, jak woń wiosny, jak wiew z gór albo zapach morza; Atros wciągnął ją w nozdrza z lubością i szepnął:
- Czy czujesz, jak pachnie życie?
Kalifa przyprawiła woń ta o zawrót głowy, wnet jednak spojrzał jaśniej i poczuł, jak fala krwi napływa mu pędem do serca, zaś w ciało całe napływa krzepkość i siła. Jasno już wtedy widział, jak Atros, wyjąwszy srebrny kubek ze skrzyni; nalał w niego kilka kropel straszliwego płynu, czerwonego jak krew, i wyciągnąwszy rękę, rzekł łaskawie jak sułtan, co niezmierną łaską obdarza zbrodniarza:
- Weźmij to i pij!
Kalif nie drgnął, lecz się przenikliwie wpatrzył w jego oczy.
- Pozwól - rzekł - że ci powiem cokolwiek, zanim przyjmę ten bezcenny dar.
- Mów! - odpowiedział Atros i postawił kubek
- Atrosie - mówił kalif - rzecz, którą uczyniłeś, jest straszliwą...
- Wiem o tym, czemu marnujesz słowa?
- Powiedz mi: człowiek tedy, w którego żyły wejdzie ten napój, będzie żył wieczyście?
- Będzie żył wieczyście... tak będzie!
- I będzie wielbił ciebie, jak ja cię teraz wielbię. Powiedz mi jednak, czy sam tylko znasz tajemnicę, wedle której napój się ten przyrządza?
- Dwóch ją zna, ja i ten umarły.
- Ty jednak umrzeć nie możesz?
- Rzekłeś! ja nie umrę.
- A on nie zmartwychwstanie?
- Pytanie twoje jest smutne; czemu mi ranisz serce? Ten człowiek nie zmartwychwstanie, śmierć i tygrys nie oddają łupu.
- Czy na tym papirusie spisana jest ta największa z tajemnic?
- Jak widzisz, lecz nikt jej nie odczyta, zaś siódme słowo i najważniejsze napisałem na korze mego serca, tego zaś też nikt nie odczyta. Czy jeszcze masz mi co do powiedzenia?
Kalif miał twarz bladą i wielką pomiędzy oczyma zmarszczkę, która oznacza cierpienie.
- Nie
- Czy czujesz, jak pachnie życie?
Kalifa przyprawiła woń ta o zawrót głowy, wnet jednak spojrzał jaśniej i poczuł, jak fala krwi napływa mu pędem do serca, zaś w ciało całe napływa krzepkość i siła. Jasno już wtedy widział, jak Atros, wyjąwszy srebrny kubek ze skrzyni; nalał w niego kilka kropel straszliwego płynu, czerwonego jak krew, i wyciągnąwszy rękę, rzekł łaskawie jak sułtan, co niezmierną łaską obdarza zbrodniarza:
- Weźmij to i pij!
Kalif nie drgnął, lecz się przenikliwie wpatrzył w jego oczy.
- Pozwól - rzekł - że ci powiem cokolwiek, zanim przyjmę ten bezcenny dar.
- Mów! - odpowiedział Atros i postawił kubek
- Atrosie - mówił kalif - rzecz, którą uczyniłeś, jest straszliwą...
- Wiem o tym, czemu marnujesz słowa?
- Powiedz mi: człowiek tedy, w którego żyły wejdzie ten napój, będzie żył wieczyście?
- Będzie żył wieczyście... tak będzie!
- I będzie wielbił ciebie, jak ja cię teraz wielbię. Powiedz mi jednak, czy sam tylko znasz tajemnicę, wedle której napój się ten przyrządza?
- Dwóch ją zna, ja i ten umarły.
- Ty jednak umrzeć nie możesz?
- Rzekłeś! ja nie umrę.
- A on nie zmartwychwstanie?
- Pytanie twoje jest smutne; czemu mi ranisz serce? Ten człowiek nie zmartwychwstanie, śmierć i tygrys nie oddają łupu.
- Czy na tym papirusie spisana jest ta największa z tajemnic?
- Jak widzisz, lecz nikt jej nie odczyta, zaś siódme słowo i najważniejsze napisałem na korze mego serca, tego zaś też nikt nie odczyta. Czy jeszcze masz mi co do powiedzenia?
Kalif miał twarz bladą i wielką pomiędzy oczyma zmarszczkę, która oznacza cierpienie.
- Nie
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116