Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

można się w nią wpatrywać zbyt długo jak w słońce; że on zaś o tym nie wiedział, spójrz, co dopisał obok: „znalazłszy tajemnicę liczby, oślepłem i nie widzę nic, choć oczy moje są otwarte.”
Raszyd spojrzał trwożliwie na mumię i ujrzał jej oczy dziwne, teraz już zagasłe, i dreszcz po nim przeszedł. Atros odwijając papirus mówił dalej:
- Oto to jest szóste słowo i ostatnie, a oznacza tajemnicę ziemi. On ją pojął i zapisał, lecz trzeba było słów siedmiu.
- Co miało oznaczać słowo siódme?
- Najstraszniejsze miało być i miało oznaczać tajemnicę świata, w który odchodzą umarli. Stary ów człowiek wchodził do grobowców i budził umarłych, aby mówić z nimi, lecz nikt mu nie odpowiedział i nie znalazłszy siódmego słowa, umarł. A ja je znalazłem!
Harun wpatrzył się w niego obłąkanym wzrokiem i wstrzymał oddech w piersi.
- Czy mówiłeś z człowiekiem umarłym?
- Jako mówię z tobą.
- Z kim?
- Z nim właśnie! - rzekł cicho Atros i skłonił ze czcią głowę, zwróciwszy się w stronę mumii.
Kalif drżał tak, jak liść osiki podczas burzy, i czuł, że trwoga większa niźli ta, którą czuje człowiek w chwili śmierci, patrzy mu w oczy i szuka jego serca; czuł jej lodowatą dłoń i czuł wyraźnie, jak mu serce wyjmuje z piersi i wynosi gdzieś na noc i mrok.
- To nie jest człowiek - pomyślał z wielkim wysiłkiem myśli - to jest szejtan...
Ów zaś w pustkę patrząc, wymawiał dziwne słowa, każde zaś przybierało na blasku, jak kiedy poseł, co radosną przyniósł wiadomość, mówi najpierw słowa wielkie, lecz bezładne, tak splątane ze sobą, jak jelenie rogami, później dopiero, dokładnie opisując zwycięstwo, do każdego swego słowa przykłada pochodnię i płomień wspomnienia i każde to słowo słonecznym obleka blaskiem, że się jemu i słuchaczom w oczach czyni jasno.
- Jam jest


Strony: