Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

żarłocznie suche szczapy drzewne, głośno trzaskające; potem nad ogniem powiesił na łańcuchu żelazne naczynie, pełne jakiejś cieczy - czyniąc zaś to wszystko, szeptał dziwne wyrazy:
- Na siłę życia i siłę śmierci... strach tajemnicy, o Ptah!... siedmiu sił złych i siedmiu dobrych, aby się jasnym stało, co jest ciemne... aby się okrągłym stało to, co jest niekształtne... Spojrzyj wstecz, a ujrzysz śmierć, spojrzyj w przód, a. ujrzysz śmierć... Na zgubę zachodu i potęgę wschodu, i na radość wiosny... Oziris!
Kalif łowił uchem te słowa, lecz nie śmiał pytać o nic; długo czekał, zanim Atros, jakby sobie obecność jego przypomniał, zwrócił się ku niemu, ujął znowu w rękę papirusy i pochyliwszy eię nad kalifem, mówił głosem takim, jakby każde słowo wychodziło z grobu:
- Przez lat sto pisał ten człowiek, który tam śpi wiecznym snem, te słowa; w każdym z nich jest jego krew i jego pot, i taka męka, o jakiej nie wie nikt na świecie; kiedy zaś miał napisać słowo ostatnie, zabrakło mu siły, aby je wynalazł, chociaż z tysiąc nocy szukał go w ciemności, świecąc sobie sercem jak latarnią. Spojrzyj tu! Tu jest puste miejsce, podobne do bladości trupa, zaś dalej są znów znaki, które wyłożone mówią: „Śmierć idzie... niech ją zwycięży ten, który przyjdzie...”
- Co to znaczy? - zapytał cicho Raszyd.
Atros, jakby nie słysząc pytania, czytał dalej oczyma zaszłymi mgłą:
- „...Niech rzuci ojca i matkę, niech nie pije wina, niech nienawidzi wszystkiego na ziemi, aż do czasu, kiedy znajdzie to, czego szuka... A niech najbardziej strzeże się kobiety...”
- Czy nie ma kobiet w twoim domu? przerwał kalif.
- Czy nie słyszałeś, co powiedział umarły człowiek? Wiedz, że wielka myśl to jest bachmat, a kobieta to jest rzemień, który mu pęta nogi. Słuchałem jego nakazu i znalazłem to słowo, którego on nie


Strony: