Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
trwać rok albo i dziesięć. Naładowałem okręt wonnym drzewem, szafranem i suknem i kazałem odbić od brzegu, kierując się na zachód, co zresztą było obojętne, musiałem się bowiem gdzieś rozbić, aby mieć przygody, co zrozumie każdy, kto czytał bajki z Tysiąca i jednej nocy.
Tak tedy jedziemy już dwadzieścia dni i dwadzieścia nocy, bawiąc się śpiewem i nie bardzo fałszywą grą w kości, kiedy zacząłem rozpoznawać rozmaite wyspy, na których strasznych doznałem umartwień; na widok ten serce we mnie omdlało i już chciałem zawrócić, gdy wtem zerwała się burza i niosła nas z tego miejsca przez dni pięćdziesiąt trzy i tyleż nocy, chcąc nas przerazić - my jednak trwaliśmy dzielnie, chorując tylko niepomiernie wskutek nawałnicy. Aż jednej nocy, kiedy nas uporczywy zmorzył sen, poczuliśmy z przerażeniem, że coś się dzieje z okrętem. „Zaczyna się!” - pomyślałem i wybiegłszy na pokład. w samej tylko koszuli, poczułem, że mi włosy powstają na głowie, gdyż okręt gnany niezmierną jakąś siłą, choć wiatr właśnie ustał, pędzi z szybkością spłoszonego muła na rosochate skały; odwróciłem się tedy szybko i zacząłem biec na pokładzie w kierunku przeciwnym do biegu okrętu, toteż w chwili, kiedy on z wielkim hukiem uderzył dziobem o skały i strzaskał się na miejscu, ja skoczyłem z jego tyłu w morze bez najmniejszej dla siebie szkody.
Przerwał w tym miejscu Sindbad i spojrzał po twarzach przyjaciół, którzy wszyscy spali, ale obudzili się natychmiast, kiedy nastała cisza, i zaczęli mówić szybko: „Tak, to dziwne!” - albo „Allach Jest wielki!” - albo „O, ileż wycierpiałeś!”
Żeglarz zaś znamienity pogładził brodę i rzekł:
- Początek to jest dopiero mojej nowej męczarni, najstraszliwszej ze wszystkich, jakie dotąd przeżyłem.
Nie zasypiali już tedy i słuchali pilnie, nie czyniąc sobie wyrzutów, że nie słyszeli
Tak tedy jedziemy już dwadzieścia dni i dwadzieścia nocy, bawiąc się śpiewem i nie bardzo fałszywą grą w kości, kiedy zacząłem rozpoznawać rozmaite wyspy, na których strasznych doznałem umartwień; na widok ten serce we mnie omdlało i już chciałem zawrócić, gdy wtem zerwała się burza i niosła nas z tego miejsca przez dni pięćdziesiąt trzy i tyleż nocy, chcąc nas przerazić - my jednak trwaliśmy dzielnie, chorując tylko niepomiernie wskutek nawałnicy. Aż jednej nocy, kiedy nas uporczywy zmorzył sen, poczuliśmy z przerażeniem, że coś się dzieje z okrętem. „Zaczyna się!” - pomyślałem i wybiegłszy na pokład. w samej tylko koszuli, poczułem, że mi włosy powstają na głowie, gdyż okręt gnany niezmierną jakąś siłą, choć wiatr właśnie ustał, pędzi z szybkością spłoszonego muła na rosochate skały; odwróciłem się tedy szybko i zacząłem biec na pokładzie w kierunku przeciwnym do biegu okrętu, toteż w chwili, kiedy on z wielkim hukiem uderzył dziobem o skały i strzaskał się na miejscu, ja skoczyłem z jego tyłu w morze bez najmniejszej dla siebie szkody.
Przerwał w tym miejscu Sindbad i spojrzał po twarzach przyjaciół, którzy wszyscy spali, ale obudzili się natychmiast, kiedy nastała cisza, i zaczęli mówić szybko: „Tak, to dziwne!” - albo „Allach Jest wielki!” - albo „O, ileż wycierpiałeś!”
Żeglarz zaś znamienity pogładził brodę i rzekł:
- Początek to jest dopiero mojej nowej męczarni, najstraszliwszej ze wszystkich, jakie dotąd przeżyłem.
Nie zasypiali już tedy i słuchali pilnie, nie czyniąc sobie wyrzutów, że nie słyszeli
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116