Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
w tej chwili zmęczenia, raczej podniecony był wielce dziwną przygodą, jakiej jeszcze nie miał w życiu, nigdy jeszcze bowiem tak daleko nie odszedł od swego pałacu bez sług i bez orszaku; dziwną miał jednak wiarę, że ten człowiek niepozorny jakąś nadzwyczajną rzecz mu ukaże. Może zaś i noc była winna temu, że dusza kalifa Haruna, dotąd spokojna i stateczna jak dusza mędrca, poczęła się targać w Harunowej piersi i bić skrzydłami, on zaś sam powstrzymać tego nie mogąc ani ukryć, zadrżał często gwałtownie i poczuł, że mu w ustach brak śliny.
Rzecz jest dziwna, lecz Harun ar Raszyd cieszyć się począł myślą, że jego przewodnik zbłądził w gęstwinie uliczek i że będzie tak szedł za nim aż do wschodu słońca, toteż cofnął się nagle, kiedy ów przystanął przed kamiennym domkiem, z dala od innych stojącym, i skłoniwszy się głęboko, rzekł cicho:
- Racz wejść, Panie!
- I począł dziwnym sposobem otwierać wrota w murze.
Ar Raszyd zebrał się w sobie i uczynił krok naprzód, ściskając w rozpalonej dłoni zimną głownię kindżału, mającą w sobie chłód wężowego cielska. Atros, wszedłszy za nim, zamknął starannie wrota i pociął go wieść przez głuchy kamienny dziedziniec, zaś drugie drzwi otworzywszy, wprowadził go w sień, potem do oświetlonej trzema lampami obszernej komnaty.
Cofnął się nagle ar Raszyd i drżał, oparty o ścianę.
- Co to jest? - szeptał.
- Nie lękaj się, Panie! - odrzekł Atros to jest człowiek umarły, który ci nic złego nie uczyni; widzisz zresztą, że jest cały spowity w chusty i nie ma. sztyletu. Jest to mumia jednego egipskiego mędrca, który widział najwięcej na świecie, lecz śmierć większą miała mądrość niźli on.
- Czemu go nie zakopiesz w grobie lub nie wrzucisz do rzeki?
- Czybyś tak uczynił ze swoim ojcem?
Poznał w tej chwili ar Raszyd, że jest to człowiek
Rzecz jest dziwna, lecz Harun ar Raszyd cieszyć się począł myślą, że jego przewodnik zbłądził w gęstwinie uliczek i że będzie tak szedł za nim aż do wschodu słońca, toteż cofnął się nagle, kiedy ów przystanął przed kamiennym domkiem, z dala od innych stojącym, i skłoniwszy się głęboko, rzekł cicho:
- Racz wejść, Panie!
- I począł dziwnym sposobem otwierać wrota w murze.
Ar Raszyd zebrał się w sobie i uczynił krok naprzód, ściskając w rozpalonej dłoni zimną głownię kindżału, mającą w sobie chłód wężowego cielska. Atros, wszedłszy za nim, zamknął starannie wrota i pociął go wieść przez głuchy kamienny dziedziniec, zaś drugie drzwi otworzywszy, wprowadził go w sień, potem do oświetlonej trzema lampami obszernej komnaty.
Cofnął się nagle ar Raszyd i drżał, oparty o ścianę.
- Co to jest? - szeptał.
- Nie lękaj się, Panie! - odrzekł Atros to jest człowiek umarły, który ci nic złego nie uczyni; widzisz zresztą, że jest cały spowity w chusty i nie ma. sztyletu. Jest to mumia jednego egipskiego mędrca, który widział najwięcej na świecie, lecz śmierć większą miała mądrość niźli on.
- Czemu go nie zakopiesz w grobie lub nie wrzucisz do rzeki?
- Czybyś tak uczynił ze swoim ojcem?
Poznał w tej chwili ar Raszyd, że jest to człowiek
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116