Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

serce.
Spojrzał dziwnym wzrokiem i rzekł głosem niezmiernie wzruszonym:
- Wiedz, że w tej oliwili Allach nie patrzy na nic na świecie, tylko na nas.
- Czy się raduje?
- W tej chwili Allach się lęka... odrzekł tamten szeptem. - Pójdź za mną, Panie, abyś pierwszy ujrzał to, o czym świat cały mówić będzie aż do swego końca.
Usłyszawszy to, pomyślał Harun w pierwszej chwili, że spełniwszy dobry uczynek, należy opuścić tego człowieka, który Allachowi grozi wśród nocy i ma obłąkane oczy; Atros jednak ujrzawszy, że się tamten ociąga, pochylił przed nim głowę i powtórzył:
- Powiadam ci, że za dziesięć sztuk złota kupiłeś swoje szczęście, błagam cię przeto, pójdź za mną, abym ci spłacił dług.
Harun zmacał niewidocznym ruchem kindżał za pasem i poznawszy, że łatwo wychodzi z pochwy, iść począł za nim bez jednego słowa, na wszystko gotowy.

*

Szli już może godzinę w wielkim milczeniu, tłumiąc nawet odgłos kroków bez myśli o tym, jakby szli na kradzież cennych koni w pustyni. Obaj ważyli w sobie jakieś myśli, zaś Harun, wzniósłszy od czasu do czasu oczy na niebo, modlił się w duchu:
- Nie wiem, co chce uczynić ten człowiek - chroń mnie, o Allach - temu zaś racz przywrócić zdrowe myślenie, jeśli je postradał za twoją niepojętą sprawą.
Niebo jednak było milczące i miało twarz czarną i niezgłębioną. Ulice, wąskie i krzywe, były puste, tu i ówdzie tylko dojrzeć można było sączące się przez szparę muru brudne światło, jak nieczystość z zakisłego oka, które chorzeje, czasem zaś z dała dobiegło tęskne wycie psa, co oznacza śmierć.
Atros szedł na przedzie, widząc wśród nocy, zaś Harun szedł tuż przy nim, nie bacząc, którędy idzie i przez jakie ulice; pamiętał tylko, że rzekę ma po prawej stronie, skąd czuł powiew i daleki, cichy szmer. Nie czuł


Strony: