Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
/>
Usłyszawszy swoje imię rzekł kałif:
- Mówiłoś, że wicie już dni wołałeś w tym miejscu nadaremnie: czemuś nie przyszedł do tego, którego imię wypowiedziałeś w tej chwili - wszak ten byłby ci dał to złoto bez wahania.
- Kalif Raszyd?
- Nie inaczej...
Atros zaś zasmucił się i mówił bez żalu, lecz głosem smutnym:
- Żadna matka nie woła tak tęsknie imienia swego dziecka, które jej zginęło na pustyni, jak ja przez wiele nocy stojąc pod murem jego pałacu wołałem pomocy Raszyda...
- Nie słyszałem twego głosu! - rzekł kalif zdumiony; spostrzegłszy zaś, że się zdradził mimo woli, poczerwieniał.
Atros jednakże nie pojął dziwnych słów dostojnego męża, gdyż rzekł:
- Gdybyś był kalifem, tobyś mnie usłyszał.
Usłyszawszy to słowa Harun nieznacznie zwrócił się ku miastu i rzekł szybko:
- Noc już jest późna i Bagdad odpoczywa w błogim śnie. Odpocznij i ty i przestań się trapić: troska twoja już umarła.
- Ty za to nigdy nie umrzesz, szlachetny panie’ - odrzekł Atros dziwnie przenikliwie i nie tak, jak się wymawia błogosławieństwa.
- Nie rozumiem ciebie! - rzekł kalif przejęty dziwnym brzmieniem jego głosu.
- Zrozumiesz mnie jeszcze dziś, zanim słońce wstanie. Czy masz przy sobie złoto, czy każesz mi po nie przyjść? Jeśli tak, wiedz, że pójdę po nie, choćbyś mieszkał w piekle albo w środku solnego bagna na pustyni.
- Mam je! - rzekł Harun i wydobywszy kiesę wyliczył na wyciągniętą dłoń Atrosa dziesięć sztuk świetnie błyszczących, jeszcze nie skalanych użyciem ani nie wytartych, ani nie obrzezanych. Atros drżał cały, tylko ręka jego, na którą Harun kładł złoto, nic drgnęła ani razu, jakby była uczyniona ze stali, i zdawało się, że żaden mocarz nie zdoła otworzyć jego dłoni, kiedy ją po chwili zacisnął i przyłożył do piersi w miejscu, gdzie jest
- Mówiłoś, że wicie już dni wołałeś w tym miejscu nadaremnie: czemuś nie przyszedł do tego, którego imię wypowiedziałeś w tej chwili - wszak ten byłby ci dał to złoto bez wahania.
- Kalif Raszyd?
- Nie inaczej...
Atros zaś zasmucił się i mówił bez żalu, lecz głosem smutnym:
- Żadna matka nie woła tak tęsknie imienia swego dziecka, które jej zginęło na pustyni, jak ja przez wiele nocy stojąc pod murem jego pałacu wołałem pomocy Raszyda...
- Nie słyszałem twego głosu! - rzekł kalif zdumiony; spostrzegłszy zaś, że się zdradził mimo woli, poczerwieniał.
Atros jednakże nie pojął dziwnych słów dostojnego męża, gdyż rzekł:
- Gdybyś był kalifem, tobyś mnie usłyszał.
Usłyszawszy to słowa Harun nieznacznie zwrócił się ku miastu i rzekł szybko:
- Noc już jest późna i Bagdad odpoczywa w błogim śnie. Odpocznij i ty i przestań się trapić: troska twoja już umarła.
- Ty za to nigdy nie umrzesz, szlachetny panie’ - odrzekł Atros dziwnie przenikliwie i nie tak, jak się wymawia błogosławieństwa.
- Nie rozumiem ciebie! - rzekł kalif przejęty dziwnym brzmieniem jego głosu.
- Zrozumiesz mnie jeszcze dziś, zanim słońce wstanie. Czy masz przy sobie złoto, czy każesz mi po nie przyjść? Jeśli tak, wiedz, że pójdę po nie, choćbyś mieszkał w piekle albo w środku solnego bagna na pustyni.
- Mam je! - rzekł Harun i wydobywszy kiesę wyliczył na wyciągniętą dłoń Atrosa dziesięć sztuk świetnie błyszczących, jeszcze nie skalanych użyciem ani nie wytartych, ani nie obrzezanych. Atros drżał cały, tylko ręka jego, na którą Harun kładł złoto, nic drgnęła ani razu, jakby była uczyniona ze stali, i zdawało się, że żaden mocarz nie zdoła otworzyć jego dłoni, kiedy ją po chwili zacisnął i przyłożył do piersi w miejscu, gdzie jest
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116