Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
szaleńca, splunął tylko w jego stronę i odszedł; coraz to zaczęli odchodzić inni, jedni śmiejąc się w głos, inni znów litując się nad człowiekiem, któremu Allach odebrał rozum, za wielkie go -jakieś karząc przewinienie. Inni znowu odchodzili w milczeniu, myśląc w ciszy serca o tym, jak niedoścignione jest szeleście, jeśli tak wiele trzeba za nie zapłacić złota.
Ów człowiek, silnie umęczon, zdumiał się bardzo, kiedy nagle ujrzał, że ktoś mu patrzy pilnie w oczy, ani litościwie, ani urągające, lecz tak, jakby go chciał przejrzeć do dna duszy.
Takby zniewolony tym wzrokiem, mimo woli pochylił głowę w pokłonie. Zaś Raszyd spytał dostojnie:
- Jak cię zowią?
- Atros! - odrzekł ten - nie dziw się memu imieniowi, albowiem pochodzę z Egiptu.
- Czy jesteś mędrcem?
- Nie wiem, Panie!
- Uważałem, ze w słowach twoich są ziarna mądrości, powiedz mi tedy, skąd ją masz?...
Ów milczał chwilę, jakby z lubością sobie coś przypominając, po czasie zaś twarz mu zaczęła płonąć i oczy błysnęły.
- Wicie wiem - odpowiedział - lecz mądrość moja nie jest z tego świata.
- Kto cię tedy nauczył tego, co wiesz?
- Ludzie umarli! - odrzekł ów, lecz cichym szeptem, jakby się bał, że go rzeka posłyszy, nikogo już bowiem nie było ani na moście, ani w pobliżu.
- Straszne wyrzekłoś słowo - mówił mu Raszyd - czy nie boisz się nocy?
- Nie boję się śmierci!
- Dziwny jesteś człowiek... Jacy ciebie uczyli umarli?
- Ci, co leżą w egipskiej ziemi, zagrzebani w piaskach albo ukryci w pieczarach, albo ułożeni w piramidach.
Nagle stał się niespokojny.
- Czemu mnie tak pytasz jak sędzia?
Kalif roztropnie rozmawiał przez czas niejaki z duszą swoją, po czym powoli wymawiając słowa mówił:
- Jam jest ten, który ci da dziesięć sztuk złota...
Jak kiedy ktoś do
Ów człowiek, silnie umęczon, zdumiał się bardzo, kiedy nagle ujrzał, że ktoś mu patrzy pilnie w oczy, ani litościwie, ani urągające, lecz tak, jakby go chciał przejrzeć do dna duszy.
Takby zniewolony tym wzrokiem, mimo woli pochylił głowę w pokłonie. Zaś Raszyd spytał dostojnie:
- Jak cię zowią?
- Atros! - odrzekł ten - nie dziw się memu imieniowi, albowiem pochodzę z Egiptu.
- Czy jesteś mędrcem?
- Nie wiem, Panie!
- Uważałem, ze w słowach twoich są ziarna mądrości, powiedz mi tedy, skąd ją masz?...
Ów milczał chwilę, jakby z lubością sobie coś przypominając, po czasie zaś twarz mu zaczęła płonąć i oczy błysnęły.
- Wicie wiem - odpowiedział - lecz mądrość moja nie jest z tego świata.
- Kto cię tedy nauczył tego, co wiesz?
- Ludzie umarli! - odrzekł ów, lecz cichym szeptem, jakby się bał, że go rzeka posłyszy, nikogo już bowiem nie było ani na moście, ani w pobliżu.
- Straszne wyrzekłoś słowo - mówił mu Raszyd - czy nie boisz się nocy?
- Nie boję się śmierci!
- Dziwny jesteś człowiek... Jacy ciebie uczyli umarli?
- Ci, co leżą w egipskiej ziemi, zagrzebani w piaskach albo ukryci w pieczarach, albo ułożeni w piramidach.
Nagle stał się niespokojny.
- Czemu mnie tak pytasz jak sędzia?
Kalif roztropnie rozmawiał przez czas niejaki z duszą swoją, po czym powoli wymawiając słowa mówił:
- Jam jest ten, który ci da dziesięć sztuk złota...
Jak kiedy ktoś do
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116