Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

stronach rzeki:
- Zmiłowania! Zmiłowania! Za kilka cekinów radość zapanuje na ziemi i pognębiony będzie wróg najstraszniejszy, który wszędzie jest i wszędzie czyha, a nikt na niego nie zna broni, tylko Allach jeden, a ja drugi.
- Uważ - krzyknął ktoś - by cię Allach nie pokarał śmiercią!
- Śmiercią?! - wołał chudy człowiek nie ja się lękam śmierci, lecz ona mnie się lęka. A, bracia! Słyszy mnie Bóg i nim się klnę, że nie jestem ani złodziej, który złoto chce ukraść, i że nie jestem oszust, bo głośno mówię. Jestem ten, który znalazł szczęście, który wie, gdzie ono mieszka, lecz nie mam dziesięciu sztuk złota, abym z nich uczynił złoty klucz i wszedł do tej jaskini, w której mieszka tajemnica... Dwanaście tysięcy przeczytałem ksiąg i od długiego już czasu sen moich nie zamknął powiek, chyba przemocą...
Wszedł w gromadę ludzi Harun ar Raszyd i słysząc dokładnie wszystkie słowa, nie widniał mówiącego, miał bowiem oczy pełne jakby krwawego blasku i krwią barwionej mgły, z niej zaś upiornym wejrzeniem patrzyły w niego wszystkie bolesne twarze, którym się z bliska dziś przypatrzył; musiał dopiero przetrzeć oczy dłonią, z mim ujrzał dziwnego owego człowieka, który o tak niezwyczajną prosił jałmużnę. Patrzył pilnie w jego twarz, usiłując spostrzec na niej szaleństwo, Ujrzał jednak tylko twarz niezmiernie bladą, na której zalśnił od czasu do czasu migotliwy błysk nadziei; wyciągnięte nad tłumem białe i chude ręce tego człowieka drżały silnie, nim zaś samym dreszcz wstrząsał. Wtedy przymykał oczy, a otwierał lekko usta, jakby chcąc zaczerpnąć powietrza; w onej chwili spływało mu spod powiek na oblicze zwątpienie, tak że się zda. -Wał szary i wyglądał z tą twarzą nagle zagasła i w oberwanej swej szarej opończy, jakby wyszedł tajemniczym sposobem z mroku nocy.
- To nie jest człowiek zwyczajny - pomyślał


Strony: