Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
słów kalif Harun ar Raszyd, gdyż ręką twarz zakrywszy, uciekał z tego straszliwego miejsca, lecz smutek, ściglejszy niż czarny bachmat z sułtańskiej stajni, dopędził go szybko i opadł jak chmura na kalifowe serce, które drgnęło.
*
- O bracia moi! Dziesięć sztuk złota mi potrzeba, abym był szczęśliwy! Ani mniej, ani więcej, tylko dziesięć sztuk wedle uczciwej wagi, nie obrzezanych chytrze nożem. Na Proroka! Niech się tysiąc ludzi złoży i da mi je, a ja im dam szczęście, wobec którego niczym są skarby sułtana. Prorok mi powiedział tajemnicę, kiedym spał, aby szczęśliwi byli ci, co go miłują... Ooch! Dziesięć sztuk złota mi potrzeba, a więcej uczynię niż Allach i więcej niż wszyscy mędrcy, jacy byli i jacy będą der skończenia świata! Kto się zmiłuje i kto mi dopomoże? Na brodę Proroka! nie przechodźcie mimo i wysłuchajcie moich słów, w których jest tajemnica, a kto mnie wysłucha - będzie szczęśliwy!
Tak, głośno zawodząc, wołał z drugiego naczółka mostu człowiek dziwnie chudy, niemal przejrzysty, z oczyma tak rozgorzałymi jak węgle i z włosem rozwianym; koszulę miał na piersiach rozchełstaną, zaś na głowie nie miał turbana i tak do innych był niepodobny, że nawet człowiek, który się bardzo śpieszy, musiałby przystanąć i spojrzeć na to oblicze, jakie mają widma albo ludzie śmiertelnie chorzy.
- Szalony jest to człowiek - rzekł ktoś i jakby słów się swoich przestraszywszy, szybko odszedł. Inny zaś mówił:
- Jeśli do skończenia świata stać tu będzie, może zbierze sześć sztuk złota, dziesięciu zaś nie znajdzie nigdy.
Śmiali się wszyscy usłyszawszy te słowa, łatwiej bowiem było, iżby rzeka w przeciwną poczęła płynąć stronę niż o tyle sztuk złota. On zaś jakby śmiechu tego nie słysząc, podniósł głos jeszcze bardziej i wołał tak głośno, że go można było usłyszeć po obu
*
- O bracia moi! Dziesięć sztuk złota mi potrzeba, abym był szczęśliwy! Ani mniej, ani więcej, tylko dziesięć sztuk wedle uczciwej wagi, nie obrzezanych chytrze nożem. Na Proroka! Niech się tysiąc ludzi złoży i da mi je, a ja im dam szczęście, wobec którego niczym są skarby sułtana. Prorok mi powiedział tajemnicę, kiedym spał, aby szczęśliwi byli ci, co go miłują... Ooch! Dziesięć sztuk złota mi potrzeba, a więcej uczynię niż Allach i więcej niż wszyscy mędrcy, jacy byli i jacy będą der skończenia świata! Kto się zmiłuje i kto mi dopomoże? Na brodę Proroka! nie przechodźcie mimo i wysłuchajcie moich słów, w których jest tajemnica, a kto mnie wysłucha - będzie szczęśliwy!
Tak, głośno zawodząc, wołał z drugiego naczółka mostu człowiek dziwnie chudy, niemal przejrzysty, z oczyma tak rozgorzałymi jak węgle i z włosem rozwianym; koszulę miał na piersiach rozchełstaną, zaś na głowie nie miał turbana i tak do innych był niepodobny, że nawet człowiek, który się bardzo śpieszy, musiałby przystanąć i spojrzeć na to oblicze, jakie mają widma albo ludzie śmiertelnie chorzy.
- Szalony jest to człowiek - rzekł ktoś i jakby słów się swoich przestraszywszy, szybko odszedł. Inny zaś mówił:
- Jeśli do skończenia świata stać tu będzie, może zbierze sześć sztuk złota, dziesięciu zaś nie znajdzie nigdy.
Śmiali się wszyscy usłyszawszy te słowa, łatwiej bowiem było, iżby rzeka w przeciwną poczęła płynąć stronę niż o tyle sztuk złota. On zaś jakby śmiechu tego nie słysząc, podniósł głos jeszcze bardziej i wołał tak głośno, że go można było usłyszeć po obu
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116