Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
cię uderzy. Wielu ludzi, pochyliwszy się, patrzyło w mętną, mrokiem i zarazą nasiąkła wodę, nikt zaś twarzy nie miał przerażonej, wszystkie były tylko beznadziejnie smutne.
Zbliżył się kalif i też spojrzał w wodę, która płynęła bez szelestu, czasem tylko głuchym zagadawszy bulgotem albo złym szmerem i gniewnym - kto bowiem jest potężny i mocny, ten gniewu swego nie objawia krzykiem, lecz zabija bez słowa - ujrzał na dole płynny mrok i leniwą, powoli wciąż naprzód pełzającą ciemność, jakby lepką i oślizgłą.
- Nie widać nic! - wołał ktoś wypatrując oczy.
- Widać - wołał inny.
- Co widzisz?
- Na wodzie pływa Koran...
- Allach Bismillach! - jęknął tłum.
- Święta księga utonąć nie może!
- Allach Rossoulach!
- Górze! górze!
Jeden zaś, świadomy sprawy, tłumaczył innym, którzy później przyszli:
Z mostu rzucił się w rzekę stary człowiek... Zwał się Jusuff i siedział przez dzień cały na moście... W miskę mu każdy rzucał, co mógł, a on za to czytał głośno Koran i każdą surę tłumaczył mądrze i roztropnie...
- Prorok go nagrodzi! - Czemu się pozbawił życia?
- Od wielu dni nikt mu nic nie dał, albowiem nędza jest wielka i wielka rozpacz... Co można dać z pustej sakwy, o Allach!? Sił mu zabrakło i głosu, a z głodu w oczach mu było ciemno... do wody jeszcze zdołał trafić...
- Nieszczęście! - krzyknęli wszyscy.
- Cicho! - zawołał jakiś głos - człowiek umarły jest w pobliżu, należy zachować milczenie.
Wszyscy umilkli nagle, potem mówili tylko szeptem, słowa zaś ich były pobladłe i bardzo, bardzo smutne.
- Człowiek to był święty (mówili) i wiele wiedział; za dwa daktyle opowiadał bajkę tak piękną, jakiej nikt inny nie wymyślił, kiedy zaś kto był smutny, a biedny, temu opowiadał za darmo...
Nie słyszał już dalszych
Zbliżył się kalif i też spojrzał w wodę, która płynęła bez szelestu, czasem tylko głuchym zagadawszy bulgotem albo złym szmerem i gniewnym - kto bowiem jest potężny i mocny, ten gniewu swego nie objawia krzykiem, lecz zabija bez słowa - ujrzał na dole płynny mrok i leniwą, powoli wciąż naprzód pełzającą ciemność, jakby lepką i oślizgłą.
- Nie widać nic! - wołał ktoś wypatrując oczy.
- Widać - wołał inny.
- Co widzisz?
- Na wodzie pływa Koran...
- Allach Bismillach! - jęknął tłum.
- Święta księga utonąć nie może!
- Allach Rossoulach!
- Górze! górze!
Jeden zaś, świadomy sprawy, tłumaczył innym, którzy później przyszli:
Z mostu rzucił się w rzekę stary człowiek... Zwał się Jusuff i siedział przez dzień cały na moście... W miskę mu każdy rzucał, co mógł, a on za to czytał głośno Koran i każdą surę tłumaczył mądrze i roztropnie...
- Prorok go nagrodzi! - Czemu się pozbawił życia?
- Od wielu dni nikt mu nic nie dał, albowiem nędza jest wielka i wielka rozpacz... Co można dać z pustej sakwy, o Allach!? Sił mu zabrakło i głosu, a z głodu w oczach mu było ciemno... do wody jeszcze zdołał trafić...
- Nieszczęście! - krzyknęli wszyscy.
- Cicho! - zawołał jakiś głos - człowiek umarły jest w pobliżu, należy zachować milczenie.
Wszyscy umilkli nagle, potem mówili tylko szeptem, słowa zaś ich były pobladłe i bardzo, bardzo smutne.
- Człowiek to był święty (mówili) i wiele wiedział; za dwa daktyle opowiadał bajkę tak piękną, jakiej nikt inny nie wymyślił, kiedy zaś kto był smutny, a biedny, temu opowiadał za darmo...
Nie słyszał już dalszych
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116