Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

Sindbad wpadł w zachwycenie i zadarłszy jak cap głowę w górę, patrzył w powałę, nie widział tedy, jak się przyjaciele poczęli trącać łokciami, uśmiechać się chytrze i szeptać: „Bluźni ten człowiek i na zbyt wielkie waży się kłamstwo!” Wnet jednakże zamilkli, albowiem nieustraszony żeglarz złazić zaczął powoli z Jakubowej drabiny zachwyceń, a ujrzawszy, że siedzi na podwiniętych nogach, jako inni, mówił dalej:
- Mniemając, żem wiele zdziałał, więcej zapewne niż niejeden, co się pyszni i honorów za to dla siebie żąda, postanowiłem odpocząć i używać bogactw rozumnie i godnie. Dusza moja jednakże, żądna przygód i niespokojna jak klacz natolska, którą giez z nagła w czułe uciął miejsce, tarzała się wraz ze mną po posłaniu i usnąć mi nie dając mówiła: - Czemu gnuśniejesz, Sindbadzie, czemu tyjesz w bezczynności, nieustraszony żeglarzu? Czyś już cały świat zjeździł, czyś już wszystko widział, co żyje na chwałę Allacha? Siedem razy widziałeś już śmierć, czemu nie masz jej ujrzeć po raz ósmy, przyzwyczajony już do jej widoku?
Tak do mnie mówiła mola dusza, a ja długo się wahałem, bałem się bowiem, że w chwili mego wyjazdu piękna Fatma, córka piekarza, za moją sprawą w szóstym będąca miesiącu, podniesie krzyk na cały Bagdad, co by mi nie było miłe. Dziewica zaś ta krzyczeć umie tak, że się płoszą dromadery. Wezwałem ją tedy do siebie i zaofiarowałem sto cekinów i siedem kóz, co przyjęła chętnie, ja zaś poznałem, że uczyniłem nierozsądnie, powiedziała mi bowiem na odchodnym, że ją mile zdziwił mój podarek, gdyż była pewna, jako nie ja, lecz pewien rudy pisarz wezyra jest ojcem jej dziecka albo też szewc Ibrahim, ma także niejakie podejrzenie wobec dwóch derwiszów tańczących. Nigdy zaś nie myślała o mnie.
Zły bardzo i pełen zawodu przygotować kazałem wszystko, co potrzebne jest w podróży, która może


Strony: