Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
tak mało, że ją rzemieniem zmuszać potrzeba, aby jadła. Z królewskiego jest rodu i umie gotować pilaw, i czyścić plamy na jedwabiu! Czy nie słyszycie mnie, dostojni ludzie, czy też Allach wam rozum odebrał, jeśli nikt nie chce kupić dziewicy za trzy wory mąki i dziesięć miar oliwy? Oby się z was żaden nie obudził jutro, psy parszywe!
Przybliżył się kalif i słuchał; handlarz, ujrzawszy jego strój dostatni, głos podniósł jeszcze bardziej i wołał:
- Kup ją, Persie dostojny, abyś miał radość i uciechę, i potomstwo do ciebie podobne! Sprzedam ci ją tanio: za sześć worów mąki i za dwadzieścia miar oliwy, chociaż sam więcej zapłaciłem za nią ojcu jej, który jest sułtanem w bardzo dalekiej ziemi...
- Mniej za nią żądałeś pierwej - rzekł kalif.
- Musiałem oszaleć albo język mi usechł, a jeśliby tak było, czybym śmiał cię obrazić i żądać tak mało? Kup ją, dostojny panie czy nie widzisz, że się uśmiecha na widok twojego oblicza, które jaśnieje, jakbyś był kalifem.
- To rzekłszy, kopnął ją nieznacznie i szepnął:
- Smiejże się albo skórę z ciebie zedrę!
Ona zaś wybuchnęła nagłym płaczem, którego już utrzymać nie mogła w piersi.
- Coś jej uczynił? - zawołał ar Raszyd.
- Bacz, żebym ciebie nie kopnął w opasły twój brzuch, złodzieju! - krzyknął handlarz i plując sobie na brodę z wielkiego gniewu, powlókł dziewczynę przemocą, niosąc ją prawie, gdyż mu leciała przez ręce.
Patrzył za nimi kalif, mało już widząc w zmroku, po czym spojrzał smutno na swój pierścień, w którym zamknięta była łza z ludzkiego oka, i wszedł na most.
Albo dzień był jakiś straszny, albo Allach zamierzał pokazać słudze swemu, Raszydowi, wszystką nędzę ludzką, gdyż zaledwie ten kroków parę uczynił, wpadł na niego wielki krzyk i narzekania, jak kiedy ktoś szybko biegnący z nagła w pierś
Przybliżył się kalif i słuchał; handlarz, ujrzawszy jego strój dostatni, głos podniósł jeszcze bardziej i wołał:
- Kup ją, Persie dostojny, abyś miał radość i uciechę, i potomstwo do ciebie podobne! Sprzedam ci ją tanio: za sześć worów mąki i za dwadzieścia miar oliwy, chociaż sam więcej zapłaciłem za nią ojcu jej, który jest sułtanem w bardzo dalekiej ziemi...
- Mniej za nią żądałeś pierwej - rzekł kalif.
- Musiałem oszaleć albo język mi usechł, a jeśliby tak było, czybym śmiał cię obrazić i żądać tak mało? Kup ją, dostojny panie czy nie widzisz, że się uśmiecha na widok twojego oblicza, które jaśnieje, jakbyś był kalifem.
- To rzekłszy, kopnął ją nieznacznie i szepnął:
- Smiejże się albo skórę z ciebie zedrę!
Ona zaś wybuchnęła nagłym płaczem, którego już utrzymać nie mogła w piersi.
- Coś jej uczynił? - zawołał ar Raszyd.
- Bacz, żebym ciebie nie kopnął w opasły twój brzuch, złodzieju! - krzyknął handlarz i plując sobie na brodę z wielkiego gniewu, powlókł dziewczynę przemocą, niosąc ją prawie, gdyż mu leciała przez ręce.
Patrzył za nimi kalif, mało już widząc w zmroku, po czym spojrzał smutno na swój pierścień, w którym zamknięta była łza z ludzkiego oka, i wszedł na most.
Albo dzień był jakiś straszny, albo Allach zamierzał pokazać słudze swemu, Raszydowi, wszystką nędzę ludzką, gdyż zaledwie ten kroków parę uczynił, wpadł na niego wielki krzyk i narzekania, jak kiedy ktoś szybko biegnący z nagła w pierś
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116